W pierwszej edycji LN - rozgrywkach, które zastąpiły dotychczasowy cykl World Grand Prix, biało-czerwone rozegrały 15 meczów w fazie interkontynentalnej, z czego osiem zakończyło się ich zwycięstwem. Dało im to ósme miejsce w 16-zespołowej stawce.

 

- LN to bardzo trudne i długie rozgrywki z bardzo dobrymi drużynami w obsadzie. Dla dziewczyn był to bardzo ważny egzamin, który zdały z wynikiem pozytywnym. Powalczyły w niektórych meczach, niektóre wygrały, sprawiły miłą niespodziankę. To wszystko idzie w dobrym kierunku. Teraz musimy czekać, by zobaczyć, jak zaprezentują się w imprezach rangi mistrzowskiej - zaznaczyła Glinka.

 

Podopieczne trenera Jacka Nawrockiego w ostatnich tygodniach pokazały się z dobrej strony, pokonując m.in. Rosję (3:0), Chiny (3:2), Włochy (3:2) oraz Japonię (3:2).

 

- Teraz czekamy na więcej. Wobec dziewczyn będą teraz większe oczekiwania, częściej będą faworytkami, będzie na nich wywierana większa presja. Muszą się z tym zaprzyjaźnić - zwróciła uwagę słynna siatkarka, która trzy lata temu zakończyła karierę.

 

Według niej na ocenę postawy Polek nie ma dużego znaczenia, że w wielu drużynach podstawowe zawodniczki grały mniej lub wcale, bowiem czeka je jeszcze jesienią występ w mistrzostwach globu. Polki nie zakwalifikowały się na mundial.

 

- Wiadomo, że niektóre zawodniczki u rywalek były oszczędzane, bo są szykowane na najważniejszą imprezę sezonu. Nie ma się co zastanawiać jaka to faza przygotowań, kto grał itd. Najważniejsze, że to był dobry trening, cenne konfrontacje. To najlepsze co może być dla naszych dziewczyn. Takie ogrywanie się przez kilka kolejnych tygodni - oceniła.

 

Utytułowana w przeszłości zawodniczka jest zdania, że głównym wnioskiem, jaki powinny wyciągnąć Polki i ich sztab szkoleniowy po tegorocznych zmaganiach w LN jest to, że ciężar odpowiedzialności za zdobywanie punktów musi być rozłożony na większą liczbę siatkarek.

 

- Nie może być tak, że Malwina Smarzek wykonuje 100 ataków podczas meczu, a kolejna zawodniczka z naszej drużyny 20. Z młodym zespołem jeszcze może się udać, ale potem lepsze drużyny będą się już szykować tylko na tę siatkarkę. Dlatego nie można się opierać na jednej liderce i będzie jej znacznie trudniej - argumentowała.

 

Jako mocną stronę Polek wskazała zaś blok. - Mamy wysokie dziewczyny i nieraz zdobywały punkty tym elementem - przypomniała.

 

Smarzek była niekwestionowaną gwiazdą biało-czerwonej ekipy. 22-letnia atakująca, która dotychczas broniła barw polskich klubów, jesienią grać będzie we włoskim Zanetti Bergamo.

 

- Zdobycie miana zawodniczki grającej na wysokim poziomie i liderki to nie jest kwestia do wypracowania podczas jednej imprezy. Trzeba cały czas to potwierdzać. Malwina jest młoda, dopiero zaczyna przygodę z poważną siatkówką. Mam nadzieję, że będzie się nadal rozwijać. Cieszę się, że przenosi się do Włoch. Oby była otoczona dobrymi ludźmi. Życzę jej, żeby ustabilizowała grę na najwyższym poziomie - zaznaczyła Glinka, która rozegrała w kadrze ponad 280 spotkań.

 

Była reprezentantka kraju sama po zakończeniu kariery zabrała się za pomoc kolejnym potencjalnym gwiazdom polskiej siatkówki. Założyła Glinka Academy, której celem jest upowszechnianie wśród dzieci sportu i zdrowego trybu życia.

 

- Myślałam o tym jeszcze jako czynna zawodniczka. Chciałam wykorzystać swój wizerunek w dobrym celu. Dzieci, które mamy pod swoją opieką, nie muszą zająć się profesjonalnie siatkówką. Chodzi o ich zdrowy rozwój. Objechałam Polskę i przekonałam się, że poziom na lekcjach wychowania fizycznego jest tragiczny - zastrzegła.

 

Jak dodała, projekty, nad którymi pracuje, nakierowane są nie tylko na to, by zachęcić same dzieci w wieku 7-12 lat, ale także uświadomić znaczenie ruchu ich rodzicom oraz nauczycielom.

 

- Dzięki wsparciu ministerstwa sportu i zdrowia organizujemy m.in. szkolenia dla wuefistów i trenerów, wysyłamy dzieci na obozy, pomagamy w dofinansowaniu klubów - wyliczała.

 

Jak dodała, na efekty starań trzeba poczekać.

 

- Uważam, że wszystko wychodzi z domu i od nauczycieli. Trzeba zaszczepić dzieciom poczucie takiego dobrze rozumianego obowiązku. Sukcesem będzie już to, żeby dzieci przynosiły strój na wf dwa razy w tygodniu. Mają wiele pokus odciągających ich od ruchu. Ten kojarzy im się też negatywnie - ze zmęczeniem i wysiłkiem. Trzeba sprawić, by na lekcjach wf nie było nudno - apelowała słynna siatkarka.

 

Zaangażowanie w firmowane swoim nazwiskiem projekty łączy z obowiązkami macierzyńskimi. Wiosną po raz drugi została mamą.

 

- Nie jest łatwo, ale staram się, bo ludzie mi zaufali - podkreśliła.