Najważniejsze, że Polacy wygrali w Melbourne dwa mecze, z Argentyną i Australią, co dało im awans do finałowego turnieju we Francji. Myślę, że nie tylko moim zdaniem do pokonania była też daleka od optymalnej formy Brazylia, którą wyraźnie (3:0) pokonała chociażby niedoceniana Argentyna. Ale nie bądźmy zbyt zachłanni, myślę że sam Heynen nie spodziewał się, że będzie tak dobrze, że polscy siatkarze wygrają tyle spotkań i awansują do Final Six na szóstym miejscu zostawiając za sobą Włochów.

 

W ostatnim spotkaniu w Melbourne Polakom potrzebne były dwa zwycięskie sety. Pierwszego wygrali pewnie (25:16), w drugim po nerwowej końcówce 26:24, ale takie zwycięstwa cieszą szczególnie, bo hartują charakter.

 

Tym razem w ataku Heynen wystawił Łukasza Kaczmarka, a Bartek Kurek wchodził na zmiany razem z rozgrywającym Marcinem Januszem, który na krótko zastępował Grzegorza Łomacza. Na środku bloku główne role grali Jakub Kochanowski z Mateuszem Bieńkiem , a w trzecim secie, gdy losy awansu były już rozstrzygnięte, tego pierwszego zastąpił Bartłomiej Lemański.

 

Na lewym skrzydle ruch był największy. Zaczął Bartosz Bednorz z Aleksandrem Śliwką, ale wystarczyły dwa błędy tego pierwszego, by wszedł Artur Szalpuk, który grał już do końca. A w miejsce Śliwki w ostatnim secie pojawił się Bartosz Kwolek.

 

Tym razem odpoczywał Mateusz Mika, który prowadzony jest bardzo ostrożnie, bo nie tylko Heynen wie, że będzie reprezentacji bardzo potrzebny  w mistrzostwach świata. Tak samo jak Michał Kubiak, który po dwóch turniejach rozgrywanych w Polsce dostał wolne do końca tych rozgrywek.

 

Vital Heynen, belgijski szkoleniowiec polskich siatkarzy na razie może być chyba zadowolony. Przepustka do Lille to miły bonus za dotychczasowy wysiłek i zarazem kolejne okazje, by kontynuować poszukiwania optymalnego składu. Nie mam bowiem wątpliwości, że Heynen będzie dalej szukał, i ogrywał tych co do których ma wątpliwości, dawał kolejne szanse Kurkowi, który ambitnie walczy o swoje miejsce w tej drużynie.

 

Właściwie poza Pawłem Zatorskim, niezastąpionym na pozycji libero, pozostali dalej rywalizują i zapewne będzie tak do wrześniowych mistrzostw świata.

 

Heynen powiedział przecież wprost, że jeśli nie pojedziemy do Lille, to nic wielkiego się nie stanie. Nie wiem, czy tak myślał, ale takie słowa puścił w eter. Ale sądzę że jest jednak bardzo zadowolony z tego awansu, bo na tym poligonie, w doborowym gronie, w atmosferze wielkiego wydarzenia jakim bez wątpienia będzie Final Six, raz jeszcze spróbuje znaleźć odpowiedzi na nurtujące go pytania.

 

A  jest ich sporo. Z pięciu atakujących niezagrożona wydaje się być pozycja Dawida Konarskiego, a pozostała czwórka (Kaczmarek, Kurek, Maciej Muzaj, jedyny leworęczny atakujący w tym gronie oraz Damian Schulz) wciąż walczy i konia z rzędem temu, który dziś wybrałby najlepszych. Ja stawiałbym na Kaczmarka, ale nie jestem trenerem.

 

Wśród środkowych znakomicie w gronie seniorów radzi kapitan złotej drużyny juniorów Jakub Kochanowski. Ma wszystko, oprócz doświadczenia, by zostać ważną postacią w zespole Heynena. Ale jest jeszcze Piotr Nowakowski, dobrze spisywał się w ostatnich meczach Bieniek, a Lemański na 217 cm wzrostu i ogromny potencjał, więc tu też będzie ból głowy.

 

Na przyjęciu umacnia się pozycja Szalpuka, który walczy z Bednorzem. Oprócz nich jest leworęczny Śliwka i najmłodszy w tym towarzystwie Kwolek. Co do Miki wiadomo, wszystko zależy od jego zdrowia. W Melbourne pokazał, że nie zapomniał grać w siatkówkę.

 

Zostali jeszcze rozgrywający: Heynen oprócz Łomacza i Fabiana Drzyzgi, którego zabrakło w Australii, wciąż szuka alternatywy, stąd obecność podczas zagranicznych wojaży Marcina Komendy i Marcina Janusza. I powiedzmy sobie szczerze, obaj zdali egzamin.

 

Czego możemy oczekiwać po Final Six w Lille (4-8 lipca)? Mam nadzieję, że jeszcze lepszej gry i pełnej emocji rywalizacji, która da nam awans do pierwszej czwórki, co oznaczać będzie cztery mecze, a nie dwa, gdy odpadniemy w fazie grupowej. Łatwo nie będzie, bo oprócz Francuzów  będą tam Rosjanie, Amerykanie, Brazylijczycy i Serbowie. Słowem doborowe towarzystwo, które też szuka najlepszych składów na mistrzostwa świata, więc każdy wynik będzie tam możliwy.