- Wszyscy widzieliśmy, jak grała narodowa drużyna. Wyglądała bardzo źle. Przed meczem z Kolumbią trener Adam Nawałka mógł postawić na tych zawodników, którzy zawiedli z Senegalem, i liczyć, że postarają się zrehabilitować, albo dokonać zmian. Wybrał ten drugi wariant i nie udało się - powiedział Kasperczak.

 

Zwrócił też uwagę, że "prawie wszyscy tych zmian się domagali – kibice, media. Teraz wiadomo, że nie dokonał dobrych wyborów. Piłkarze nie grali na tych pozycjach, na których czują się najlepiej. Piotr Zieliński i Dawid Kownacki to nie są przecież skrzydłowi. Z kolei Łukasz Piszczek w systemie z trójką obrońców bardziej nadawałby się, jako wahadłowy, a nie stoper".

 

Medalista mistrzostw świata z 1974 roku uważa, że sporo błędów popełniono podczas przygotowań, zwłaszcza jeśli chodzi o dobór meczów towarzyskich.

 

- Po zakończeniu eliminacji do mistrzostw świata nie zagraliśmy ani razu na wyjeździe z wymagającym rywalem. Wszystkie spotkania odbyły się w Polsce. Nawałka nie miał okazji, aby sprawdzić defensywę z naprawdę znaczącym rywalem. Wydaje mi się, że do końca nie był pewny jak obrona będzie sobie radzić i dlatego dokonywał w niej tylu zmian. Nawet w meczu z rezerwową reprezentacją Chile straciliśmy dwie bramki – wspomniał Kasperczak.

 

Jego zdaniem sporo szkody w kwestii mentalnej zrobił też ostatni sparing z Litwą.

 

- Wygraliśmy 4:0 z bardzo słabym rywalem, a zapanowała ogromna euforia, zaczęto snuć wizje, że będziemy walczyć o medale. To nastawienie sprawiło, że drużyna źle podeszła do meczu z Senegalem, który według mnie było kluczowy dla naszych losów na tym turnieju – uważa były trener Wisły Kraków.

 

Szkoleniowiec stwierdził także, że błędem były eksperymenty związane z przejściem na grę trójką obrońców.

 

- Już w eliminacjach traciliśmy dużo bramek i Nawałka próbował jakoś temu zaradzić, ale chyba nie mamy zawodników, którzy dobrze radziliby sobie w tym systemie. Wydaje mi się, że w meczu z Kolumbią powinien od początku zagrać Kamil Glik, bo skoro w końcówce pojawił się na boisku, to znaczy, że był gotowy. To jest bardzo ważny zawodnik, z nim zawsze dobrze szło reprezentacji, jego doświadczenie mogło być przydatne. Trzeba było zaryzykować, najwyżej, gdyby uznał, że ma na boisku problemy fizyczne, to dokonałoby się zmiany – powiedział Kasperczak.

 

W obydwu meczach w Rosji poniżej oczekiwań zagrał Robert Lewandowski, na którego wszyscy w Polsce najbardziej liczyli.

 

- Nie wiem, jakim kapitanem jest Lewandowski, ale piłkarsko robił różnicę. W zasadzie poza nim, nikt nie potrafił stwarzać zagrożenia pod bramką rywala. I w tym tkwił nasz największy problem, bo zarówno Senegal, jak i Kolumbia zupełnie go "schowali" i nie był on w stanie nic zrobić, bo został odcięty od podań. Może, gdyby dostawał więcej takich piłek, jak ta w drugiej połowie z Kolumbią, gdy znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem, to bylibyśmy groźniejsi w ofensywie. Nie ma co jednak zwalać winy na Lewandowskiego, bo zawiodła cała drużyna – ocenił.

 

Według Kasperczaka już przed wyjazdem do Rosji nie było zbyt wielu przesłanek do optymizmu.

 

- Problemy z regularną grą w swoich klubach mieli: Kamil Grosicki, Jakub Błaszczykowski, Grzegorz Krychowiak, Arkadiusz Milik, a wypadał z powodu kontuzji Kamil Glik. To przecież połowa składu, który tak dobrze radził sobie dwa lata temu na EURO we Francji. Zawodnicy ci byli nieprzygotowani fizycznie. Gdy jest tyle słabszych ogniw w zespole, to się nie da tego ukryć, zwłaszcza, że zastępcy jak Dawid Kownacki, Piotr Zieliński czy Jan Bednarek też przecież nie grają regularnie w swoich klubach – zauważył.

 

Dodał, że "teraz zacznie się nagonka i szukanie kozła ofiarnego; pierwszym będzie oczywiście trener Nawałka. Nie wiem, kto powinien być nowym selekcjonerem. Podobno ktoś z zagranicy, choć teraz akurat jest w świecie tendencja, aby reprezentacji nie prowadzili obcokrajowcy".

 

Polacy na mistrzostwach świata w Rosji przegrali dwa mecze z Senegalem 1:2 oraz Kolumbią 0:3 i stracili już szanse na wyjście z grupy. W czwartek, na pożegnanie z turniejem, zmierzą się z Japonią.