– Miałem zaszczyt i honor być bliskim znajomym, a nawet przyjacielem rodziny, bo z synem – senatorem Andrzejem Szewińskim byliśmy razem w parlamencie. Janusz, mąż Ireny to z kolei wybitny fotografik. Wkrótce ma się ukazać, niestety za późno, nasz wspólny album o życiu sportowym i pozasportowym Ireny. Wszystkie, albo prawie wszystkie zdjęcia w nim opublikowane są autorstwa Janusza Szewińskiego. To wszystko tworzyło czterdziestoletnią, bardzo bliską znajomość. Zawsze czułem dumę z tego powodu, bo nie mam cienia wątpliwości, że drugiego takiego sportowca jak Irena nie było i chyba już w Polsce nie będzie – stwierdził Person.

 

Szewińska została uznana najlepszą sportsmenką na świecie w 1974 roku. Wywalczyła siedem medali na igrzyskach olimpijskich, a dziesięciokrotnie poprawiała rekordy świata.

 

– To gwiazda takiej wielkości, że trudno ją dziś kogokolwiek z nią porównać. Najlepiej oddał to chyba bieg na 400 metrów w finale igrzysk olimpijskich w Montrealu. Rywalki były na horyzoncie, gdy Irena dobiegała do mety z fantastycznym rekordem świata. Po półfinałach i eliminacjach nie wszyscy byli przekonani do jej formy, a ona po prostu oszczędzała siły na finał – wspomina senator.

 

Jakim człowiekiem była Irena Szewińska?

 

– Była bardzo serdeczna. Na pierwszy rzut oka ktoś mógł powiedzieć, że trzymała dystans, natomiast  przy bliższym poznaniu była ciepła, serdeczna i gdzie mogła, tam pomagała. Wszędzie była bardzo rozpoznawalna – dodał Person.

 

Cała wypowiedź Andrzeja Persona w załączonym materiale wideo.