„Podziwiałem Irenę Szewińską, bo potrafiła wygrywać na każdym polu. Jako lekkoatletka, a dla mnie była osobą numer 1 w historii polskiego sportu, a także po zakończeniu zawodniczej kariery. Jako działacz również osiągnęła szczyty w MKOl, IAAF, PKOl i PZLA. Bardzo długo wygrywała także z losem. O jej chorobie wiedziałem od samego początku, a zmagała się z nią bodajże 20 lat” – przyznał.

Szymczak przekonuje, że śmierć Szewińskiej do ogromna strata nie tylko dla lekkoatletyki, ale dla całego polskiego sportu.

„Była bardzo uczynna i potrafiła praktycznie wszystko załatwić. Jako prezes PZLA była konkretna i wymagająca, ale jednocześnie, szczególnie dla zawodników, wyjątkowo wyrozumiała i zawsze gotowa do niesienia pomocy. Jako trener, który też pracował w związku, mogę powiedzieć, że była wobec nas obiektywna. Nikomu nie wyrządziła żadnego świństwa, a wielu ludziom pomogła. Długo będziemy czekać na osobę tej miary” – stwierdził.

Specjalizujący się w skoku o tyczce szkoleniowiec widział się ostatnio z Szewińską trzy tygodnie temu w Chorzowie podczas Memoriału Janusza Kusocińskiego.

„Była wtedy w znakomitej formie i jestem niesamowicie zaskoczony, że choroba rozwinęła się tak błyskawicznie. Nie mogę powiedzieć, że łączyła nas wielka zażyłość, ale na pewno darzyliśmy się szacunkiem. Miałem też honor i przyjemność bywać kilka razy u państwa Szewińskich w domu, gościłem także panią Irenę u siebie. Wybieram się również na pogrzeb. Sporadycznie biorę udział w takich ceremoniach, ale to była wyjątkowa osoba i nie wyobrażam sobie, żeby mogło mnie zabraknąć na jej pożegnaniu” – podsumował Szymczak.