W głosowaniu wzięło udział 84 delegatów. Oddano 75 głosów ważnych, wszystkie popierające dotychczasowego prezesa (dziewięć było nieważnych).

"Liczyłem się z tym, że mogę być ponownie wybrany. Gdyby wcześniej były jakiej większe głosy niezadowolenia, to by oznaczało, iż się szykuje jakaś zmiana. Takich nie było, więc spokojnie myślałem co należy postawić za cel na następne cztery lata" - powiedział Tajner.

Przyznał, że związek musi bardziej zadbać o rozwój narciarstwa alpejskiego oraz snowboardu.

64-letni obecnie Tajner przejął stery PZN w połowie listopada 2005 roku. Wówczas minister sportu Tomasz Lipiec, po zawieszeniu władz Polskiego Związku Narciarskiego, ustanowił go kuratorem. Na początku lutego 2006 roku Tajner zdecydowanie wygrał wybory na prezesa PZN, podobnie w lutym 2010 oraz w czerwcu 2014 roku. Zgodnie z przepisami ustawy o sporcie, po zakończeniu nowej kadencji nie będzie mógł się starać o reelekcję.

"Cztery lata to jednak sporo czasu, jeśli wie się co należy zrobić" - uważa.

Nie chciał w sobotę wskazywać ewentualnego następny. Nie zaprzeczył jednak, że może nim zostać Adam Małysz.

Jego zdaniem największym problem nie tylko narciarstwa, ale w ogóle polskiego sportu jest finansowe wsparcie sportowców, który ukończyli 18 lat, a nie zdołali wywalczyć stypendiów na obecnych zasadach. Drugim jest niedostateczne finansowanie pracy trenerów. Według jego informacji trwają prace w ministerstwie sportu nad rozwiązaniem tej pierwszej kwestii.