Czego potrzeba drużynie, który zdobyła trzy z ostatnich czterech tytułów mistrza National Basketball Association, dominując w dwóch ostatnich finałach? Na papierze niczego... ale zawsze można być lepszym. Kiedy Los Angeles celebrowało LeBrona, szefowie Warriors – Joe Lacob, Bob Myers i trener Steve Kerr, od lat najlepsza grupa klubowych decydentów w NBA  - po raz kolejny przebili wszystkich. Kontrakt z Cousinsem, najwszechstronniejszym atakującym środkowym ligi, koszykarzem, który w pojedynkę może zmienić losy meczu, robi z drużyny już wcześniej praktycznie nie do pokonania w serii czterech meczów playoffs, zespół legend. Nie tylko w przenośni – dosłownie.


W sezonie 2018/2019, Golden State Warriors będą mogli wystawić pierwszą piątkę złożoną z graczy, którzy  w sezonie 2015/2016 byli wybrani do All-NBA czyli elity najlepszych koszykarzy świata: Stephen Curry, Klay Thompson, Kevin Durant, Draymond Green i DaMarcus Cousins. Coś niesamowitego.


Golden State nie ma problemu z czekaniem na leczącego kontuzję Cousinsa do grudnia 2018 lub stycznia 2019 roku, bo od zawsze wiadomo, że prawdziwy sezon zaczyna się w kwietniu – podczas playoffs. Kiedy wydawało się, że oparty na rzutach z dystansu, szybkiej grze skrzydłowych system gry Golden State eliminuje konieczność posiadania dobrego środkowego... Warriors znaleźli gwiazdę, która do systemu pasuje – potrafi dokładnie wszystko, żeby dominacja Warriors była jeszcze bardziej widoczna.


W 48 meczach w barwach New Orleans Pelicans, Cousins zdobywał przeciętnie ponad 25 pkt, trafiając za trzy punkty z ponad 35-procentową skutecznościa, dorzucając do tego prawie trzynaście zbiórek i ponad 5 asyst. Dodajmy te statystyki do osiągnieć Warriors i wiadomo dlaczego już dziś, trzy miesiące przed rozpoczęciem sezonu 2018?2019, nie ma koszykarskiej publikacji w USA, która nie wręczyłaby Warriors trzeciego kolejnego mistrzostwa NBA.


„Golden State, podpisując kontrakt z Cousinsem zrobiło pośmiewisko z całej ligi. Kiedy wydawało się, że Warriors nie mogą już być silniejsi, dodali za tylko 5 milionów gracza, który jeśli jest zdrowy robi z  nich zespół praktycznie nie do pokonania. Nawet  nie wiem, jak możnaby z nimi rywalizować. Nikt nie przypuszczał, że ta drużyna może mieć w składzie jeszcze więcej talentów, tak się stało ” – pisze dziennikarz „Sports Illustrated”.


„To był mój as w rękawie. To był  mój szach-mat” – skomentował przejście do Warriors „Boogie” Cousins. Lepiej nie można było tego podsumować.