Jak ocenia pan pierwszą rundę eliminacji w wykonaniu Polaków - awans do drugiego etapu z drugiego miejsca w grupie, za Litwą, z bilansem trzech zwycięstw i trzech porażek?

Mike Taylor: Cieszę się z awansu i jestem przekonany, że udział w mundialu w Chinach w 2019 roku jest w naszym zasięgu. Przed nami duże wyzwanie. W kolejnych okienkach graliśmy lepiej. Jestem bardzo zadowolony z tego, w jaki sposób zespół rywalizował, mimo upadków i wzlotów. Największe rozczarowanie to porażka na Węgrzech. Budujące jest za to podejście zawodników, szczególnie w ostatniej akcji letniej.

Jak zdiagnozuje pan największe problemy prowadzonej przez siebie drużyny?

M.T.: Mieliśmy trzy zupełnie odmienne stylowo drużyny. Problemem był niestabilny skład z powodów niezależnych od nas - konfliktu FIBA-Euroliga, co powodowało nieobecność w listopadzie i lutym kluczowych graczy, czy kontuzji. Taka sytuacja pozwoliła jednak zrobić "krok do przodu" Michałowi Sokołowskiemu, Karolowi Gruszeckiemu i Tomaszowi Gielo. Ostatnie zgrupowanie pozwoliło ponownie wkomponować do zespołu Adam Waczyńskiego i Macieja Lampego. Wszyscy najlepsi są potrzebni na drugą rundę, gdzie rywale będą mocniejsi.

Jaki ma pan plan przygotowań do kolejnych meczów? Pierwsze spotkania z Włochami i Chorwacją odbędą się już w połowie września...

M.T.: Przedstawiłem już plan federacji. Jednym z elementów przygotowań będzie udział w silnie obsadzonym turnieju międzynarodowym. Zgrupowanie rozpocznie się pod koniec sierpnia. Więcej na razie powiedzieć nie mogę. Cały czas analizujemy sytuację i staramy się zoptymalizować przygotowania do następnej fazy kwalifikacji.

W drugim etapie rywalami będą drużyny prezentujące podobny poziom do Litwy: Włochy, Chorwacja i Holandia, która znakomicie wypadła w pierwszej rundzie. Jeśli celem pana zespołu jest walka o awans do mistrzostw świata, to nie będzie miejsca na takie wpadki, jak wyjazdowa porażka z Węgrami...

M.T.: W każdym z meczów drugiej rundy musimy zagrać najlepszą koszykówkę, na jaką nas stać. Kluczem jest doskonała obrona, na równym poziomie, i poprawa ofensywy, gra konsekwentna.

 

W żadnym ze spotkań eliminacji nie pojawił się naturalizowany Amerykanin A.J. Slaughter, który był ważnym zawodnikiem podczas ubiegłorocznych mistrzostw Europy. Ma pan nadal zaufanie do niego?

M.T.: Nie ukrywam, że jestem bardzo rozczarowany tą sytuacją. A.J. wie, że go potrzebujemy. Jeśli nie chce grać w reprezentacji, powinien komunikować się z nami w inny sposób. Patrząc na inne zespoły, obecność naturalizowanego zawodnika naprawdę pomaga. Dopóki nie będziemy mieć innej opcji niż Slaughter, to uważam, że nie powinniśmy definitywnie zamykać przed nim drzwi, ale patrząc na to z drugiej strony, to trudno być optymistą co do jego dalszych występów w biało-czerwonych barwach.

Kilka dni temu najbardziej doświadczony koszykarz drużyny narodowej Łukasz Koszarek powiedział, że robi sobie przerwę od kadry. Nie sprecyzował jednak kiedy i na jak długo, ale musi się pan w tej sytuacji liczyć z jego nieobecnością we wrześniu.

M.T.: Łukasz to wspaniała postać reprezentacji, legenda polskiej koszykówki. Doceniam go i szanuję jako profesjonalistę i za to, co zrobił w swojej karierze dla zespołu, za lojalność. Podczas ostatnich kilku lat rozmawiałem z nim na ten temat i jego deklaracja nie jest dla mnie zaskoczeniem. Wiem, że ma kadrę w sercu i zawsze będzie gotowy, jeśli będzie mógł pomóc. Kamil Łączyński pokazał, że jest jak najbardziej gotowy do wypełnienia roli Łukasza, choć udział Koszarka jest nie do przecenienia. Taka jest rzeczywistość. Ciężko pracujemy nad różnymi opcjami uwzględniającymi zawodników młodej generacji. Marcel Ponitka, Jakub Schenk, Andy Mazurczak i Łukasz Kolenda to koszykarze, których musimy przygotowywać do występów, gdy Łukasza Koszarka zabraknie nieodwołalnie.

Czy we wrześniu ponownie pojawi się w składzie Maciej Lampe, który powrócił na mecze z Litwą i Kosowem po blisko dwuletniej przerwie?

M.T.: Sytuacja każdego koszykarza to indywidualny przypadek. Nie wiem, gdzie zagra Maciek w nowym sezonie. Może wróci do Chin? Może do Europy? Najważniejsze, że jest zdrowy i może pomóc zespołowi. Byłbym bardzo szczęśliwy widząc go we wrześniu. Wiem, że jest bardzo pozytywnie nastawiony do występów w reprezentacji.

Powoli zbliża się czas wymiany pokoleń w kadrze. Wiele osób ze środowiska martwi się, że seniorska reprezentacja nie ma zaplecza. Widzi pan kandydatów do występów spośród zawodników młodej fali?

M.T.: Tak. Wystarczy popatrzeć na 22-letniego Dominika Olejniczaka. Przyjechał na zgrupowanie reprezentacji seniorskiej po naukę, ale z powodu kontuzji innych graczy dostał szansę w spotkaniach o punkty i zrobił świetne wrażenie. Byłem usatysfakcjonowany po wizycie na obozie kadry B w Giżycku pod koniec maja. Chłopaki dwukrotnie pokonali w Białymstoku bardziej doświadczoną drużynę Białorusi B. Mamy również na oku kilku graczy z reprezentacji młodzieżowej. Generalnie jestem optymistą.

W przyszłym sezonie będzie pan trenerem drugoligowej niemieckiej drużyny Hamburg Towers. Jak pogodzi pan te obowiązki z pracą dla polskiej reprezentacji i federacji?

M.T.: Myślę, że nie będzie problemu i uda mi się sprawnie "zarządzać" jednym i drugim zespołem. Najważniejsze, że mam wsparcie z obu stron - polskiej federacji i niemieckiego klubu. Doceniam to bardzo.

Zatem teraz czas na wakacje, które spędzi pan zapewne z rodziną w Stanach Zjednoczonych...

M.T.: Wróciłem właśnie na Florydę, gdzie spędzam czas z synkiem i żoną. Później w lipcu będę w Las Vegas na lidze letniej. Będę też prowadził zespół Fredette w innym turnieju. Na początku sierpnia przyjeżdżam do Hamburga, a potem do Polski, bo w Stargardzie będziemy mieć pięciodniowe zgrupowanie. Wrzesień to przygotowania do czwartego +okna+ eliminacji mistrzostw świata. Tak więc lato nie będzie dla mnie odpoczynkiem od koszykówki, zresztą nie chciałbym, aby tak było.