Woffy nie ukrywa ogromnych aspiracji sportowych. Frunie ponad chmurami i ponad najwyższym szczytem Andory (Comapedrosa, 2943 metry nad poziomem morza) z lubością przyglądając się lodowcom. 2 grudnia 2018 roku najlepsi motocykliści na świecie przybędą do księstwa Andory, aby odebrać złote medale i zaczerpnąć górskiego powietrza. Dziś tabele obejmujące indywidualne mistrzostwa świata na żużlu są łaskawe dla trzech brytyjskich zawodników. Walijczyk Freddie Williams (świeć Panie nad jego duszą) był złotym medalistą w 1950 i 1953 roku. Czarodziej z Liverpoolu – Peter Craven – sięgnął po prymat na świecie w 1955 i 1962 roku, a w 1963 roku tragicznie zginął po wypadku na torze w Edynburgu. Tai Woffinden posiada dwa złote medale IMŚ: z 2013 i 2015 roku. 

 

Woffy doskonale rozumie, że sukces należy skrupulatnie zaplanować. Wspólnie z Robem Painterem, byłym mechanikiem Jasona Crumpa, stworzył zręby teamu, który wysforował Brytyjczyków na drugie miejsce w rywalizacji najlepszych par na świecie. Inne nacje z zazdrością spoglądały na szeroką świtę speców od żywienia, dietetyków, psychologów, trenerów od przygotowania fizycznego, która nawiedziła Wrocław podczas Speedway of Nations. W sztabie fachowców znalazł się taki spec jak Chris Neville. 47-letni Chris Neville urodzony w Cambridge doskonale kojarzy się fanom futbolu. Ukończył uniwersytet w Portsmouth w 2005 roku w specjalizacji: sports science. Przez 4 i pół roku był odpowiedzialny za przygotowanie atletyczne piłkarskiej reprezentacji Anglii. Ponadto pracował w pocie czoła dla takich klubów jak West Bromwich Albion, Portsmouth, Los Angeles Galaxy i Blackburn Rovers. Współtworzył sztab kadry angielskiej podczas Euro’2012, Euro’2016 oraz MŚ w Brazylii w 2014 roku. W czerwcu ubiegłego roku otworzył własną firmę consultingową, a w wolnej chwili wykłada o związkach nauki i sportu na uniwersytecie w Southampton. Woffy wie, że Neville to maniak speedwaya, więc poprzez umiejętne negocjacje namówił Chrisa do współpracy z żużlową reprezentacją Anglii… Istny majstersztyk.

 

Lepszy od Lorama, Dugarda i Harrisa

 

Olly Allen zawsze miał głowę na karku. Spoglądał poza horyzont. Przed laty w Norwich Olly poznał specjalistę od przygotowania kondycyjnego – Paula Suggitta. Suggitt przez dwa sezony dbał o formę Allena, ale przykra kontuzja zmusiła Olly’ego do zakończenia kariery. Allen bardzo ceni wiedzę Suggitta. Paul wie kiedy zorganizować obóz treningowy w górach, kiedy dać odpocząć zawodnikowi, jak budować wytrzymałość etc. Suggitt pracował dla Jasona Doyle’a w latach 2016-2017. Efekty? Tytuł mistrza świata zdobyty przez kangura w ubiegłym sezonie. Woffy czerpie wiedzę od Paula i umiejętnie wdraża w życie swój sekretny plan. Ma zmysł obserwacji i wie co dobre.

 

Woffinden chce zdetronizować Freddie Williamsa i Petera Cravena. Pragnie samotnie stać na szczycie legend brytyjskiego żużla. Trzecie złoto wywindowałoby go na wierzchołek. Pamięta o innych brytyjskich żużlowcach, którzy wygrywali turnieje Grand Prix, ale woli nie mówić o przeszłości. Fenomenalny wojownik Mark Loram wygrał dwa turnieje GP (Vojens’1997 i Linkoeping’1999). Martin Dugard wygrał GP w Coventry w 2000 roku. Chris Harris triumfował w Cardiff w 2007 roku. Woffy ma już na koncie 9 skalpów. Praga (2013, 2014, 2015), Malilla (2014), Sztokholm (2015), Warszawa (2016, 2018), Gorzów Wielkopolski (2017) i Horsens (2018). Tai zdystansował swoich rodaków w tej materii. Woffinden ma 9 wygranych turniejów. Tyleż samo co Andreas Jonsson, który w najbliższą sobotę 7 lipca w Hallstavik będzie ścigał się w GP jako zawodnik z dziką kartą. Woffinden ma o jedno zwycięstwo więcej aniżeli Leigh Adams. Do Jasona Crumpa (23 wygrane turnieje GP) droga daleka, ale Woffy ma niespełna 28 lat, więc sporo okrążeń przed nim…

 

W Horsens miał tak szybkie rumaki, że w trzecim wyścigu omal nie zaparkował na tylnym błotniku motocykla Emila Sajfutdinowa. Zrozumiał, że popełnił błąd, poskromił zapędy i kolejne akcje przygotowywał już z większą dozą precyzji i ostrożności. W siódmym wyścigu nie dał szans Patrykowi Dudkowi, Michaelowi Jepsenowi Jensenowi i wracającemu do cyklu Martinowi Vaculikowi. Równanie toru i nadmierne polewanie wodą po drugiej serii startów nieco zmyliło Taia. Stracił dwa oczka w wyścigu dziewiątym na rzecz Bartosza Zmarzlika i wiecznie młodego Grega Hancocka. Prawdziwą klasę Tai pokazał w czternastym wyścigu kiedy kapitalnym, wręcz wyśnionym atakiem wyprzedził urzędującego mistrza świata Jasona Doyle’a. To wyglądało jakby Woffy wspinał się o brzasku na szczyt Uluru…

 

W teamie Woffindena pracuje stary lis Peter Adams, menedżer Wolverhampton Wolves, który z niejednego piecyka jadł chleb. Adams doskonale zna zakamarki speedwaya, a ponadto jest bezbłędny z arytmetyki. Adams wiedział, że 9 punktów w zupełności wystarczy Taiowi, aby znaleźć się w półfinale, ale istotne było to, żeby nie zadowalać się minimalizmem. Należało skraść 3 punkty Fredrikowi Lindgrenowi – największemu rywalowi Brytyjczyka. I choć Freddie prowadził wyraźnie w dwudziestym wyścigu, Tai – znając powagę sytuacji, napędzał się po zewnętrznej, aż przypuścił zdecydowany atak przy wewnętrznej i pozbawił Szweda awansu do półfinału. Poezja na duszę mieszkańców Scunthorpe… Jacek Trojanowski, pierwszy klucz w teamie Woffindena, mógł z rozkoszą pracować nad refleksem Taia rzucając mu piłki tenisowe. Woffy niczym Kyle Edmund w przeddzień Wimbledonu…

 

Woffinden utrzymał nerwy na wodzy i zbudował solidną przewagę w przejściowej klasyfikacji nad Lindgrenem. 10 oczek to sporo na tym etapie rywalizacji. Owszem, Tai studzi emocje i twierdzi, że to skromna zaliczka, a do ostatniej rundy w Toruniu (6 października) wciąż szmat czasu, ale forma jaką prezentuje Anglik jest olśniewająca. Fury pędzą jak szalone, Tai odczuwa radość z jazdy, więc rywale muszą stanąć na rzęsach, aby zmienić krajobraz panujący w mistrzostwach świata.

 

Duńska bitwa

 

WD-40, legendarna firma założona w kalifornijskim San Diego była sponsorem tytularnym GP Danii w Horsens, ale to nie magiczny smar ciotki Jagi i Łamignata z komiksu „Kajko i Kokosz” sprawił, że Kalifornijczyk Greg Hancock stanął na podium. Hancock to arcymistrz wyszkolenia technicznego i wciąż góruje w tym elemencie nad młodszymi kolegami, choć wiosen przybywa (3 czerwca Greg skończył 48 lat).

 

Gwoli sprawiedliwości należy oddać, że najpiękniejszą walkę w Horsens stoczyli dwaj Duńczycy. Michael Jepsen Jensen, znakomicie ścigający się dla ekipy Hansa Nielsena w Speedway of Nations, nie błyszczał w Horsens, ale w wyścigu z Nickim Pedersenem rzucił na szalę wszystkie umiejętności. W trzynastym wyścigu kibice z trudem łapali oddech. Przemysław Pawlicki znakomicie wystartował, ale prawdziwy taniec oplatający zmysły zafundowali dwaj Duńczycy: Jensen i Pedersen. Momentami cal dzielił ich ciała i owiewki, nikt nie chciał podarować grama przestrzeni, walczyli zapamiętale, ale z klasą. Na wirażu Jensen wszedł dość agresywnie pod Pedersena i Nicki nie miał szans, aby utrzymać się na motocyklu. Angielski sędzia, Craig Ackroyd wykluczył Jensena z powtórki. Jensen połączył się telefonicznie z arbitrem, lecz niczego nie wskórał. W powtórzonym wyścigu Nicki umiejętnie wypchnął tylnym kołem Przemka Pawlickiego i zainkasował trzy oczka.

 

Trzykrotny indywidualny mistrz świata zaparkował na torze podczas drugiego półfinału. Bartosz Zmarzlik ostro wszedł od wewnętrznej, a że Nicki spędził sporo lat na torze, wiedział co uczynić i przywitał się z granitem. Ackroyd wykluczył Polaka i ostatnia instancja z orzełkiem na piersi pożegnała się z turniejem. Patryk Dudek, który jak lew walczył z Freddie Lindgrenem w Pradze, tym razem walczył ze sprzętem. Wicemistrzowi świata z 2017 roku zatarł się silnik podczas grzania motocykla. Maciej Janowski był pod wrażeniem wielkiego spektaklu na piłkarskich MŚ w Rosji: Francja – Argentyna i zanim przeniósł się do Horsens, było już po zawodach. Wielka szkoda, ale w tym sezonie praktycznie każdemu zawodnikowi w stawce GP (poza Woffindenem) przydarzyła się wpadka w cyklu, więc do wesela się zagoi…

 

Cóż ma powiedzieć Craig Cook, który nie może dojść do ładu z ramami w motocyklach, a po trzech turniejach legitymuje się dorobkiem 6 punktów. Dwa oczka w każdej rundzie: regularność co się zowie, ale to tylko ilustruje jak trudny jest los debiutanta w cyklu mistrzostw świata…