Z Dziubą, który w kilku meczach był kapitanem drużyny narodowej, spotkaliśmy się u niego w domu. Na co dzień pracuje w łódzkim MOSiR. W rozmowie z nami ocenia kadrę Adama Nawałki i ma do piłkarzy pretensje, że nie pokazali „zęba” w meczach w Rosji. – My nie dawaliśmy się nikomu. Mimo stresu. Kiedy wszedłem na boisko za Jałochę w meczu z Peru, mówiłem sobie w myślach: „Marek, nie pomyl się, żeby nie stać się wrogiem narodu”… - wspomina. Także wielkie upały w Hiszpanii, kiedy w nocy zamiast odpoczywać, szukali ochłody przykrywając się mokrym prześcieradłem.


Dziuba przypomina detalicznie mecze na mistrzostwach w 1982 r., ale również potyczki łódzkich klubów w europejskich pucharach, kiedy był trenerem ŁKS i Widzewa. - Na ŁKS chodzę, mam swoje miejsce. Na Widzewie chyba nikt o mnie nie pamięta, ale nie chcę się ani prosić o bilet, ani narzekać – dodaje Dziuba.


W rozmowie na temat następcy trenera Nawałki trudno mu wskazać kandydatów faworytów: – Zagranicznych jest wielu. Z Polski? Może Marcin Brosz. Ale czy on pociągnie ten wózek? A może charyzmatyczny Michał Probierz? Innych nie widzę.

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.