Włoszczowska wyprzedziła o dziewięć sekund Kanadyjkę Emily Batty oraz o pół minuty klubową koleżankę z ekipy Kross, mistrzynię świata Szwajcarkę Jolandę Neff.

- Na zwycięstwo czekałam od 2012 roku. Było dużo miejsc drugich, trzecich, czwartych, piątych, ale brakowało pierwszego. W ubiegłym roku byłam blisko tego w Albstadt, ale się nie udało - przypomniała Włoszczowska.

Kolarka z Jeleniej Góry podkreśliła, że sukces zawdzięcza "mądrej jeździe".

- Przede wszystkim pojechałam mądrze. Start miałam nie najlepszy, ale na tyle szczęśliwy, że nie leżałam w kraksie. Z przodu znalazły się trzy zawodniczki: Pauline Ferrand-Prevot, Jolanda Neff i Emily Batty. Na krótkich podjazdach odjeżdżały mi, a na zakrętach walczyły o pozycję, a ja zmniejszałam do nich stratę. Jechałam swoim tempem, nie szarpałam się niepotrzebnie i zachowałam najwięcej sił na końcówkę. Zaatakowałam dwie rundy przed końcem na dłuższym podjeździe i zdobytą przewagę utrzymałam - relacjonowała.

Wejście na podium było dla Włoszczowskiej wzruszającym momentem. Przyznała, że wspominała trenera Marka Galińskiego, który zginął w wypadku samochodowym w 2014 roku.

- Łezka w oku się zakręciła. Jestem z siebie dumna i nie dowierzam do końca, co się stało. Nie miałam pewności siebie, bo nie najlepiej wypadłam w piątek w short race. Przed wyścigiem spojrzałam na opaskę, na której była dewiza Marka Galińskiego: "just do your job", czyli "rób swoje". Pomyślałam, kurczę, muszę się postarać, żeby Marek był ze mnie dumny.

Prosto z Włoch Włoszczowska jedzie do Andory, gdzie w następną niedzielę wystartuje w kolejnych zawodach Pucharu Świata.

- Po Andorze zapraszam serdecznie do Mrągowa na mistrzostwa Polski. Odbędą się one 22 lipca - dodała.

Poprzedni triumf w Pucharze Świata Polka zanotowała w marcu 2012 roku, kiedy była najlepsza w południowoafrykańskim Pietermaritzburgu.

W klasyfikacji generalnej PŚ, po czterech z siedmiu zawodów, prowadzi Neff - 975 pkt. Włoszczowska plasuje się na czwartej pozycji - 732.