Piotr Pawłat: Koniec marzeń o ćwierćfinale polsko-izraelskiej pary. Porażka 2:3... to chyba boli?

Tomasz Lorek: Tak, tym bardziej, że para Artem Sitak i hindus Divij Sharan, który podobnie jak jego rodacy słynie z miękkiego nadgarstka, poprzedni mecz drugiej rundy Wimbledonu gry pojedynczej panów też wyciągali ze stanu 0:2. Wtedy też mieli znakomitych rywali. W tym meczu pierwszy set 6:1, ekspresowa gra, świetne returny Matkowskiego. Drugi set wygrany po bardzo ciasnym tie-breaku, ale dla polsko-izraelskiej pary znakomity. Wydawało się, że okazje, jakie ten debel miał, szczególnie w czwartym secie po najpiękniejszej wymianie meczu, to moment, w którym pękną rywale. Sharan świetnie serwował, jak przystało na leworęcznego z trudną rotacją na trawie szczególnie nieprzyjemną dla rywali. Grał rewelacyjnie wtedy, kiedy były punkty newralgiczne. Z kolei Sitak był tym, który tworzył lokomotywę, buzował. Wraz z Mateuszem Kowalczykiem wygrał turniej w Stuttgarcie, więc doskonale zna Polskę. Na pewno fizyczna strona sporo wniosła i miała kolosalny wpływ na wynik tego meczu, aczkolwiek nie skłaniałbym się ku tezie, że Marcin i Jonathan - świetnie grający rutyniarze - nie wytrzymali kondycyjnie meczu, ponieważ mieli takie szanse. Grali va banque i musieli grać w czwartym secie, aby przełamać przynajmniej raz rywali. Na nieszczęście okazało się tak, że 6:4, 6:4, 6:4 wygrali rywale i po trzech godzinach pięćdziesięciu minutach to oni zagrają ze znakomitą parą Jack Sock i Mike Bryan.

Szkoda nam Matkowskiego, bo i w deblu i mikście eliminował nasze nadzieje na dobre wyniki w tym turnieju,

Tak, to niewiarygodny klimat, że Marcin Matkowski pozbawił szans na obronę tytułu w deblu Łukasza Kubota i Marcelo Melo. W mikście od jego fascynujących bomb serwisowych i returnów padła para Alicja Rosolska i Divij Sharan. Na pewno to smutne, że ogrywasz Polaków, a nie udaje ci się pokonać obcokrajowców. Marcin grał świetnie na trawie i marzył, że będzie to jego trzeci ćwierćfinał Wimbledonu. Sharan i Sitak nigdy nie grali w ćwierćfinale szlema.

 

Cała rozmowa z Tomaszem Lorkiem w załączonym materiale wideo.