Wreszcie wiemy coś więcej. Wszystko wskazuje na to, że 29-letni Kownacki (17-0, 14 KO) doczeka się w końcu znaczącej walki, i to z byłym mistrzem świata wagi ciężkiej. Podoba mi się, że nasz rodak z Ameryki nie kalkuluje, godzi się na kolejne propozycje i leje rywali aż miło. Czy podobnie potraktuje Charlesa Martina (25-1-1, 23 KO)? Początkowo „Babyface” miał z nim walczyć 25 sierpnia w Nowym Jorku, ale galę odwołano. I gdy wydawało się, że ich starcie mocno przesunie się w czasie, szybko ogłoszono nową datę, 8 września. Miejsce bez zmian, doskonale znana im obu Barclays Center na Brooklynie.

 

32-letni Martin mistrzem świata był krótko. 16 stycznia 2016 roku zdobył pas IBF wygrywając w tejże Barclays Center z Ukraińcem Wiaczesławem Głazkowem, który doznał wtedy ciężkiej kontuzji. Nie wiem czy pokonałby Głazkowa, gdyby ten był w pełni sił, pamiętamy natomiast, że 85 dni później, w pierwszej obronie mistrzowskiego pasa nie miał najmniejszych szans w starciu z Anthony Joshuą w Londynie. Ale pamiętam też głosy co niektórych ekspertów, że to on będzie zwycięzcą tego pojedynku i pokona Joshuę.

 

Martin ma 196 cm wzrostu, jest leworęczny i mocno bije. Potrafi kontrować i nokautować, ale Kownacki nie będzie się temu przyglądał tylko zaatakuje w swoim stylu i mocno wierzę, że wcześniej czy później dopadnie Amerykanina. A jak go już dopadnie, to nie popuści. Stawiam na mieszkającego w Nowym Jorku Polaka, bo ma wyjątkowe serce do walki i ciężkie pięści, choć mam też świadomość, że nie będzie to łatwe zadanie. Martin jest wyższy, leworęczny, czego Kownacki nie lubi, i ma większy zasięg. Ale jestem przekonany, że urodzony w Łomży „Babyface” będzie bardziej zmotywowany niż Amerykanin. Jeśli wygra, to zrobi kolejny krok do wielkiej kariery i wielkich pieniędzy, a to powinno być decydujące.

 

Na razie jednak to wciąż odległa przyszłość. Najpierw muszę zobaczyć ich w ringu, bo w boksie nigdy nie wiadomo co się wydarzy, nawet gdy kontrakty będą już podpisane.