Obydwie informacje ze świata boksu są nieco zaskakujące, bowiem Ortiz po marcowej porażce z Wilderem nie udzielał się w mediach. Jak już jednak ruszył z ogłaszaniem newsów, to "z grubej rury". Najpierw pojawiła się informacja o dacie powrotu Kubańczyka na zawodowe ringi. Termin pojedynku jest zaskakujący, bo Ortiza między linami zobaczymy już 28 lipca w Los Angeles.

Rywalem "King Konga" będzie Cojanu, który 6 maja 2017 roku stoczył najważniejszą jak na razie walkę w swojej karierze. Przegrał z Josephem Parkerem jednogłośną decyzją sędziów w pojedynku, którego stawką było mistrzostwo świata WBO. Dla Ortiza potyczka z Rumunem powinna być przetarciem przed poważniejszymi walkami.

A kolejnym rywalem Kubańczyka może być... mistrz UFC Cormier. Przynajmniej takie marzenie ma Ortiz. - Chciałbym się z nim zmierzyć w jego kolejnej walce. Wygrał ostatnio przez nokaut, a ja też tak zwykle wygrywam. Myślę, że mógłbym go pokonać (...) Powiedzcie mu, że jestem otwarty na propozycje, jeśli chce, to niech do mnie zadzwoni - miał powiedzieć Ortiz.

Cormier w przeciwieństwie do kubańskiego boksera jest w najlepszym momencie swojej kariery. W miniony weekend został drugim w historii UFC zawodnikiem, który jednocześnie jest mistrzem dwóch kategorii wagowych. Pytanie, czy w ogóle odpowie na wyzwanie Ortiza?