Piłka nożna

Liga Mistrzów i Liga Europy w Polsat Sport...

Lech Poznań rozpoczął walkę, by po raz pierwszy od sezonu 2015/2016 wziąć udział w fazie grupowej Ligi Europy. W zeszłym roku noga powinęła mu się w trzeciej rundzie kwalifikacji, gdzie lepszy za sprawą goli strzelonych na wyjeździe okazał się FC Utrecht (0:0, 2:2). Gandzasar odpadł za to wówczas już w pierwszej rundzie uznając wyższość czarnogórskiego klubu OFK Titograd Podgorica.

W spotkaniu w roli trenera Lecha Poznań zadebiutował Djurdjević, który reprezentował barwy "Kolejorza" w latach 2007-2013, a następnie pracował z rocznikami młodzieżowymi. W czwartek nie było mu jednak dane zakosztować wsparcia kibiców. Stadion przy ulicy Bułgarskiej został bowiem zamknięty decyzją wojewody na trzy kolejne mecze w europejskich pucharach i pięć spotkań ligowych.

Wbrew oczekiwaniom wszystkich to Ormianie lepiej weszli w mecz i stworzyli sobie na początku dwie dość korzystne sytuacje. Szczególnie z prawej strony "szalał" Zambijczyk Lubambo Musonda, którego poszczególne szarpnięcia sprawiały dużo problemów obrońcom gospodarzy.

W 10. minucie lechici stworzyli sobie pierwszą okazję do zdobycia gola i od razu udało im się otworzyć wynik meczu! Po podaniu Macieja Makuszewskiego z prawej strony pola karnego, efektownym wolejem popisał się Gytkjaer i w wyjątkowo efektowny sposób wpisał się na listę strzelców.

Pięć minut później Makuszewski do asysty dołożył również wywalczenie rzutu karnego, gdy po wbiegnięciu w "szesnastkę" gości dał się przytrzymać 33-letniemu Aranowi Khachatryanowi. Do ustawionej w odległości jedenastu metrów od bramki piłki podszedł Gytkjaer i mocnym strzałem w kierunku lewego słupka podwyższył prowadzenie "Kolejorza". W pierwszej połowie Duńczyk miał szansę na hat-tricka, jednak w dogodnej sytuacji minął się z piłką i nie dał rady wbić jej głową do bramki rywali.

W drugiej części spotkania oba zespoły spuściły z tonu i sytuacji było jak na lekarstwo. Lech grał nieprzekonująco, biorąc pod uwagę klasę rywala, jednak w 54. minucie bliscy szczęścia byli Rafał Janicki i Gytkjaer. Również goście stwarzali sobie dogodne szanse na strzelenie gola, a najlepszą z nich zmarnował w 84. minucie Gegham Harutyunyan, który z odległości dwóch metrów uderzył główką prosto w Jasmina Buricia.

W 88. minucie fatalnie w polu karnym goście zachował się Paweł Tomczyk, który nie dał rady wykończyć stuprocentowej sytuacji bramkowej. Napastnik miał już przed sobą tylko bramkę, jednak "przekombinował" i w sobie tylko znany sposób nie podwyższył prowadzenia. W doliczonym czasie gry brakiem efektywności "popisał się" również Maciej Gajos, który w sytuacji sam na sam... podał piłkę bramkarzowi.

Ormianie mieli szanse, by strzelić gola. Wówczas rewanż w Armenii stałby pod znakiem zapytania. Lechowi udało się jednak zachować zaliczkę, choć podopieczni Djurdjevicia mieli też parę okazji na podwyższenie prowadzenia.

Lech Poznań – Gandzasar Kapan 2:0 (2:0)

Bramki: Gytkjaer 10', 15' - karny.

Żółte kartki: Vernon De Marco, Pedro Tiba - Aleksandr Swierczynskij.

Lech: Jasmin Burić - Rafał Janicki, Thomas Rogne, Vernon De Marco - Maciej Makuszewski, Tomasz Cywka, Maciej Gajos, Mihai Răduț (59' Pedro Tiba), Wołodymyr Kostewycz - Christian Gytkjær (86' Paweł Tomczyk), Darko Jevtić (69' Nicklas Bärkroth).

Gandzasar: Geworg Kasparow - Aleksandr Swierczinskij, Vukašin Tomić, Hajk Iszchanjan, Ara Chaczatrjan (82' Wardan Poghosjan) - Lubambo Musonda, Wbeymar Angulo, Artur Juspaszjan (59' Geworg Ohanjan), Geworg Nranjan (90' Dawit Minasjan), Alex Júnior Christian - Gegham Harutjunjan.

Sędziował: Igal Frid (Izrael).

Mecz bez udziału publiczności.