W niedzielę w towarzystwie małżonki i kilku zaproszonych gości, wśród których Dimitri Payet i Laurent Koscielny, prezydent odleciał z rządowego lotniska Villacoublay do Moskwy. Towarzyszył im również dawny snajper i laureat Złotej Piłki France Football, Jean-Pierre Papin. Wszyscy będą w niedzielę kibicować Trójkolorowym na Łużnikach.

Od strony politycznej to ważne wydarzenie, bo będzie okazja dla prezydenta Macrona spotkać się z Władimirem Putinem. Bo nawarstwiło się ostatnio problemów finansowo-gospodarczo-militarnych, ale zostawmy je obu głowom panństw; pozostańmy przy aspekcie sportowym wydarzenia.

Niezależnie od końcowego wyniku prezydent Francji spotka się jutro w Pałacu Elizejskim z Trójkolorowymi i ich bliskimi. Gdyby Francuzi "zdobyli" drugą gwiazdkę to feta będzie jeszcze bardziej imponująca. Po defiladzie nie rozmontowano jeszcze trybun na Polach Elizejskch i Placu Concorde.

W całej Francji kwitną strefy kibica. Największa z nich usytuowana na Placu Marsowym ma przyjąć ponad 90 000 kibiców z całego świata. Wejście na Wieżę Eiffla zostało w niedzielę zakazane. W samym Paryżu porządku ma pilnować aż 12 000 policjantów i żołnierzy. W całej Francji ich liczba wzrośnie do 100 tysięcy. Władza robi wszystko, by nie doszło do zamieszek, a już, broń Boże, do zamachów. Apoteozą ma być spotkanie kibiców, w liczbie ponad miliona, na Champs Elysees.

Warunek jest jeden: zdobyć po raz drugi Puchar Świata. To cenne trofeum jest celem zarówno Chorwatów, jak i Francuzów. Jego wartość przekracza 150 tysięcy euro. Jest dziełem Włocha Silvio Gazzanigi, ma 36,8 cm wysokości, waży aż 6,175 kg, wykonany jest w 75 procentach ze złota. Laureat dostanie tylko replikę, ale jej zdobywca rozsławi cały swój kraj. Ani jeden ani drugi zespół nie jest pozbawiony atutów. Nad Sekwaną nikt nie przypuszcza jednak, by Trójkolorowi wrócili z rosyjskiej wyprawy z pustymi rękami. Dwadzieścia lat temu mieli jednego Zidane’a, dzisiaj mają Zidane’ów pięciu!