Przed finałowym pojedynkiem WBSS (World Boxing Super Series) w Moskwie pisałem, że możliwe są dwa scenariusze - krwawa wojna lub partia szachów w wykonaniu Usyka. Optowałem za tym drugim rozwiązaniem wiedząc, że Ukrainiec przygotował się do walki z Gassijewem pod okiem Anatolija Łomaczenki, który wybije mu z głowy wszelkie siłowe rozwiązania.

 

I tak też się stało. Usyk rozwiązał ten pojedynek w stylu swojego przyjaciela Wasyla Łomaczenki, mistrza świata trzech kategorii wagowych. Pokazał co może z rywalem zrobić świetnie wyszkolony technicznie mańkut, mający najlepsze nogi w tej dywizji i najlepszy jab.

 

Prawy prosty u pięściarza leworęcznego jest kluczem do wielkości. Mańkut bez prawej ręki jest żałosny, choć oczywiście bywają jak zawsze wyjątki. Ale w tym przypadku Usyk potwierdził to, co jest regułą i zabrał przy okazji Gassijewa do szkoły. W tej walce Ukrainiec pokazał to o czym mówił mi wcześniej Mateusz Masternak, który był jego sparingpartnerem przed półfinałowym pojedynkiem z Mairisem Briedisem.

 

"Master" podkreślał, że nigdy, z nikim nie czuł się tak bezradny w ringu jak podczas sparingowych bojów z Usykiem. - On jest nieuchwytny. Próbujesz go zaatakować, a okazuje się, że to on atakuje ciebie. Starasz się odpowiedzieć na jego kontratak, a jego nie ma - tłumaczył mi w jednej z naszych rozmów. I miał absolutną rację.

 

Stawka w tym pojedynku była historyczna. Nigdy wcześniej, żaden pięściarz kategorii junior ciężkiej nie stał przed szansą zdobycia wszystkich prestiżowych pasów (WBC, WBA, IBF, WBO) plus pas magazynu The Ring i Pucharu Muhammada Alego, wręczanego przez jego żonę Lonnie.

 

31-letni Usyk, w przeszłości mistrz świata i Europy oraz złoty medalista igrzysk olimpijskich w Londynie, niezwyciężony w rozgrywkach WSB (World Series of Boxing), posiadacz dwóch zawodowych mistrzowskich pasów (WBC, WBO) mierzył się z siedem lat młodszym Osetyńcem z Władykaukazu, podobnie jak on niepokonanym, mistrzem organizacji WBA, IBF, ale nie mającym żadnych dokonań na ringach amatorskich. Oczywiście z tej prostej przyczyny, że bardzo wcześnie zaczął zawodowe boksowanie.

 

Mimo wszystko zastanawiająco dużo ekspertów i znanych pięściarzy stawiało na jego wygraną wierząc, że przesądzi o tym siła pięści Gassijewa.

 

Ale siła to za mało, bo w boksie, na szczęście, liczą się też inne argumenty, takie jak technika, doświadczenie i szybkość, która w tym przypadku odegrała decydującą rolę.

 

- Nogi karmią wilka - zwykł mawiać Usyk i to właśnie był klucz do zdecydowanego zwycięstwa Ukraińca. I nie ma większego znaczenia, czy Rosjanin wygrał jedną, dwie, a może żadnej, rundę w tym pojedynku. Gassijew po prostu nie miał nic do powiedzenia.

 

A statystyki ciosów tylko to potwierdzają. Finał turnieju WBSS w Moskwie był teatrem jednego aktora, liczył się tylko Ołeksandr Usyk, wielki mistrz i bezdyskusyjny król wagi junior ciężkiej. I aby tego dokonać potrzebował zaledwie 15 walk.

 

I jeszcze jedno, co koniecznie chciałbym podkreślić. Zachowanie Gassijewa. Rosjanin jest dżentelmenem w każdym calu, godnym szacunku mężczyzną i wielkim boksere, który potrafi przyznać, że rywal był lepszy. Z takich jak on inni powinni brać przykład, i to jak najszybciej, bo to znikający gatunek.