20 tysięcy ludzi w 02 Arena, bilety sprzedane na pniu i emocje, którymi można byłoby obdzielić kilka innych tego typu imprez. A przecież nie walczył Anthony Joshua, który dziś z automatu zapełnia wielkie stadiony. Okazało się, że takie pojedynki jak: Dillian Whyte – Joseph Parker, czy Dereck Chisora – Carlos Takam też budzą ogromne zainteresowanie. Po prostu na Wyspach Brytyjskich jest teraz moda na zawodowy boks, więc młody, rzutki promotor jakim jest Eddie Hearn może powiedzieć, że jest w czepku urodzony. 

 

I trzeba życzyć mu szczęścia, bo gale które organizuje naprawdę mogą się podobać. A ta sobotnia w Londynie, to było dopiero widowisko. Konia z rzędem temu, kto stawiał, że Chisora znokautuje Takama. Były mistrz świata, Nowozelandczyk Parker, też patrząc chłodnym, eksperckim okiem, miał teoretycznie po swojej stronie więcej atutów. A mimo to przegrał z Whyte’em. Inna sprawa, że to on bardziej zasłużył na wygraną, choć nie pokazał swojego najlepszego boksu, ale to już temat na dłuższe opowiadanie.

 

Nie zawiodła najlepsza w historii olimpijskiego boksu, Irlandka Katie Taylor nokautując swoją rywalkę. Ale Taylor, to klasa w sobie. Na ringach amatorskich miała ostatnio trudniejsze przeprawy od tych w zawodowej kariery. Ale mnie to nie dziwi, bo taka jest specyfika kobiecego, zawodowego boksu.

 

Zacznijmy od 34-letniego Chisory. Miał się już dawno skończyć, a on wciąż się odradza. Oczywiście nie sądzę, by mógł wygrać z Joshuą czy Wilderem, ale przecież nie brakowało takich, którzy twierdzili, że zostanie znokautowany przez mocno bijącego Takama. A to Chisora go znokautował. Takam zaczął wprawdzie lepiej, agresywniej, ale o dziwo, jego potężne uderzenia nie robiły większego wrażenia na urodzonym w Zimbabwe Angliku.

 

Chisora przyzna później szczerze, że kilka z nich jednak odczuł, ale w jego ocenie nie był zagrożony porażką przed czasem. Podobały się jego obrony, zaskakiwał lewym prostym i nawet jak Takam przeważał, nic nie było wcale tak oczywiste.

 

A w ósmej rundzie Chisora postawił pieczątkę. Najpierw obszernym prawym sierpowym rzucił Takama na deski, a gdy ten wstał palnął prawym raz jeszcze i w tym momencie sędzia ringowy nie miał już wątpliwości przerywając pojedynek. Co to zwycięstwo oznacza dla Chisory? Na pewno jeszcze jedną naprawdę solidną wypłatę w rewanżowej walce z Dillianem Whytem z którym przegrał nieznacznie po niesamowitej wojnie, w grudniu 2016 roku. Wtedy z powodzeniem on mógł zostać uznany zwycięzcą, ale stało się inaczej.

 

Myślę, że Eddie Hearn dobrze sprzeda taki rewanż. A jeśli raz jeszcze wygra Whyte, to on z kolei dostanie rewanż z Joshuą. Interes kręci się znakomicie, a przecież naprawdę wielkie pieniądze pojawią się, gdy na Wyspy Brytyjskie przyleci Deontay Wilder, by zmierzyć się z Joshuą, a może wróci jeszcze do formy Tyson Fury i Hearn sprzeda ludziom marzenia o kolejnym trzęsieniu ziemi, które wywoła Król Cyganów?

 

Na razie ważny krok został zrobiony, Whyte pokonał Parkera przy pomocy sędziów punktowych, ringowego i siebie samego. Myślę, że mimo zaledwie 24 lat jest już finansowo sytym człowiekiem. Z tego co pisze angielska prasa, za przegrany pojedynek z Joshuą dostał 13 mln funtów. A ile za sobotnią walkę? Zależy od pay per view, ale znacznie mniej, ponad milion. Parker nie narzeka, gratuluje zwycięzcy, słowem robi dobre wrażenie, jakby liczył na kolejny finansowy strzał i jeszcze jedną propozycję od Hearna. Owszem bił się ambitnie, miał w końcówce rywala na deskach, ale sam przecież też leżał. Przy pierwszym liczeniu ringowy się nie popisał, widział cios, a było uderzenie głową Whyte,a. A taki błąd oznaczał dla Parkera stratę trzech punktów. Zamiast wygrać rundę 10:9, przegrał ją 8:10. Co do drugiego liczenia, wszystko jasne. Świetny lewy sierpowy Anglika z Jamajki, i twarda głowa Nowozelandczyka o samoańskim rodowodzie, który się bardzo szybko podniósł. Teraz Whyte,a ma przed sobą rewanż z Chisorą, a Parker czeka na telefon od angielskiego promotora.

 

Słowem interes się kręci, a funty płyną do kieszeni zainteresowanych, jak woda z kranu.