Juventus przyleciał do Stanów Zjednoczonych, by wziąć udział w międzynarodowym towarzyskim turnieju International Champions Cup oraz zmierzyć się z gwiazdami ligi MLS. W kadrze "Starej Damy" wciąż nie ma większości zawodników, którzy brali udział w mistrzostwach świata, z Chorwatem Mario Mandzukicem i pozyskanym latem z Realu Madryt Portugalczykiem Cristiano Ronaldo na czele. Z ekipą jest już jednak Szczęsny, który także nieco później dołączył do zespołu.

 

"Środowy mecz z Bayernem Monachium oglądałem w hotelowej telewizji w Nowym Jorku, ale dziś już stanąłem między słupkami. Jestem zadowolony, bo przecież trenuję dopiero od czterech dni. Forma będzie tylko rosnąć. Odwrotnie jest z nadwagą, bo z 1,6 kg zostało już tylko pół kilo" - śmiał się po meczu polski golkiper.

 

Mecz z Benficą, który rozgrywany był w olbrzymim upale, zakończył się wynikiem 1:1. W rzutach karnych lepsza okazała się drużyna włoska. Szczęsny zagrał w pierwszej połowie, zakończonej bezbramkowym remisem, i nie miał zbyt wiele pracy. Jego zmiennik Mattia Perin najpierw puścił gola z rzutu wolnego po pięknym strzale Alexa Grimaldiego, by w serii jedenastek obronić uderzenie Felixa.

 

Po meczu Szczęsny komplementował byłego gracza Genoi. - Na dziś jestem numerem jeden, ale Perin jest świetnym bramkarzem i oczekuję od niego zdrowej, porządnej rywalizacji. Dziś spisał się dobrze. Winy przy golu nie można mu przypisać. We trzech moglibyśmy stać w bramce i tak byśmy tego nie obronili - powiedział 37-krotny reprezentant Polski.

 

Za kilka dni jego i kolegów czeka w Atlancie spotkanie z zespołem gwiazd amerykańskiej ligi MLS. Nie będzie ono łatwe, bo w poprzednich latach ekipa All Stars wygrywała m.in. z Chelsea Londyn, Bayernem Monachium czy zremisowała z Realem Madryt. W jej składzie znajdą się tacy gracze, jak m.in. David Villa, Zlatan Ibrahimovic czy były gracz zawodnik "Juve" Sebastian Giovinco.

 

"Z pewnością atutem rywali będzie to, że są w trakcie sezonu, a my dopiero się do niego przygotowujemy. Oczywiście postaramy się zwyciężyć, bo wygrywanie jest przyjemne, ale dla nas nie będzie to mecz, w którym wynik będzie najważniejszy. W tej chwili liczy się to, aby się porządnie zmęczyć i jak najlepiej przygotować do sezonu" - zauważył.

 

Oprócz Mandzukica czy Ronaldo, w Juventusie wciąż brakuje odpoczywających jeszcze po mundialu Kolumbijczyka Juana Cuadrado czy Argentyńczyków Paulo Dybali i Gonzalo Higuaina. Portugalczyk ma dołączyć do zespołu w poniedziałek, ale występu w USA... nie miał tego zapisanego w kontrakcie. - Osobiście bardzo się cieszę, że najlepsi zawodnicy na świecie chcą wzmacniać nasze szeregi i że udało nam się pozyskać kogoś takiego, jak Cristiano Ronaldo. Choć tak naprawdę niewiele to zmienia, bo przecież siłą Juventusu był i zawsze będzie zespół - nadmienił Szczęsny.

 

Bramkarz drużyny narodowej odniósł się także do zmiany na stanowisku selekcjonera. Poinformował, że z nowym - Jerzym Brzęczkiem - zdążył się nawet spotkać osobiście w Warszawie. - Bardzo sympatycznie nam się rozmawiało, ale nie ma sensu, że mówić o czym. Cieszę się, że polscy trenerzy dostają taką szansę. Jest to młody szkoleniowiec i mam nadzieję, że sprosta zadaniu i odniesie przynajmniej takie sukcesy, jak trener Nawałka - powiedział.

 

Nie był za to skory do rozmowy na temat niepowodzenia na mundialu w Rosji. - Szczerze? Nie chce mi się o tym mówić. Mam swoje przemyślenia dotyczące zarówno mojej formy, jak i drużyny, ale są pewne rzeczy, które każdy ma prawo zostawić dla siebie albo ewentualnie podzielić się nimi wewnątrz zespołu - uciął temat.

 

Rozpromienił się jednak na wzmiankę o synu Liamie, który 30 lipca skończy miesiąc. - Strasznie za nim tęsknię, bo to nowe i absolutnie niesamowite przeżycie. Miałem to szczęście, że akurat urodził się w pierwszym dniu moich wakacji, więc mogłem z nim być przez trzy tygodnie. A teraz muszę przez dwa potęsknić - podkreślił.

 

Tłumaczy także, kto wybrał tak oryginalne imię. - Pod uwagę było brane kilka imion. Liam był moim pierwszym wyborem, a że żonie się też podobało, więc tak już zostało - zakończył Szczęsny.