O medale mistrzostw świata w klasach olimpijskich ścigać się będzie w Danii blisko 1400 żeglarzy z około 90 państw. 88 zawodników z 34 krajów rozpocznie w niedzielę zmagania w klasie RS:X – w tym gronie jest też czterech Polaków - Myszka (AZS AWFiS Gdańsk), Paweł Tarnowski (SKŻ Ergo Hestia Sopot) oraz Radosław Furmański i Maciej Kluszczyński (DKŻ Dobrzyń nad Wisłą). Najlepszych deskarzy poznamy 12 sierpnia po rozegraniu 14 wyścigów.

- W Danii rywalizacja powinna być niezwykle zacięta. Z medalistów ostatnich igrzysk nie ma jedynie Brytyjczyka Nicka Dempsey’a, który zakończył karierę, a poza tym są właściwie wszyscy zawodnicy, którzy w Brazylii uplasowali się w czołowej "10". Do kolejnych igrzysk zostały tylko dwa lata, zatem każdy stara się wejść na najwyższe obroty – przyznał Myszka, który w 2016 roku wywalczył w Rio de Janeiro czwarte miejsce.

Ubiegłoroczne mistrzostwa świata, które odbyły się we wrześniu na olimpijskim akwenie Enoshima nieopodal Tokio, zdominowali Chińczycy – pierwszy był Bing Ye, a trzeci Mengfan Gao. Azjatów przedzielił Szwajcar Mateo Sanz Lanz, a najlepszy z biało-czerwonych był właśnie Myszka, który zajął 14. pozycję.

- W tamtych regatach bardzo słabo wiało, a takie warunki preferowały zawodników filigranowych. Według prognoz, podczas tej imprezy wiatr ma być dość silny i w niedzielę, kiedy zaczniemy rywalizację, jego prędkość ma osiągać w szkwałach ponad 20 węzłów. Zapowiada się zatem ostra jazda i jeśli taka tendencja się utrzyma, lżejsi zawodnicy będą mieli problem, aby znaleźć się w walczącej o medale złotej flocie, w której znajdzie się górna połowa stawki – skomentował.

Według deskarza AZS AWFiS Gdańsk Chińczycy powinni się jednak liczyć w Aarhus w walce o czołowe lokaty.

- Oczywiście nie ci mniejsi, tylko więksi zawodnicy, których w tej reprezentacji też nie brakuje. W chińskim teamie są deskarze o różnych parametrach, a niektórych po raz pierwszy widziałem na oczy. Rozmawiałem też z dystrybutorem sprzętu, który powiedział mi, że w tym kraju sprzedaje tyle sprzętu ile do wszystkich pozostałych państw razem wziętych. W chińskich regatach pływa więcej zawodników niż teraz podczas mistrzostw świata, zatem ich trenerzy mają z czego wybierać – zauważył.

Jeśli chodzi o wyposażenie, to wszystkie nacje narzekają na jego jakość.

- Sprzęt, nawet ten najnowszy, jest bardzo złej jakości. Strasznie się sypie i nie znasz dnia ani godziny, kiedy coś się może przytrafić. Wiele razy wydawało się, że wszystko jest w porządku, płynie się na pełnej szybkości, a tu nagle coś się łamie i rozpada – stwierdził.

W mistrzostwach świata 37-letni żeglarz zdobył trzy medale – 2010 roku w duńskiej miejscowości Kerteminde oraz sześć lat później w Ejlat w Izraelu stanął na najwyższym stopniu podium, natomiast w 2011 roku był drugi w australijskim Perth. Z kolei w zeszłym roku w regatach testowych przed MŚ uplasował się w Aarhus na czwartej pozycji.

- W Danii wszystko się może wydarzyć. Aarhus podobne jest do Gdyni, a to oznacza, że będziemy rywalizować na bardzo nieprzewidywalnym akwenie. Zwłaszcza kiedy wiatr jest od klifów, bo kiedy wieje w kierunku brzegu, warunki są stabilniejsze. Czuję się dobrze i pewnie, zdecydowanie lepiej niż na początku sezonu i jestem pozytywnie nastawiony przed regatami. Sympatycznie byłoby skompletować trzy złote medale mistrzostw świata, ale dla mnie docelową imprezą są igrzyska w Tokio w 2020 roku – podsumował.

W Aarhus dziesięć najlepszych państw zapewni sobie w tej konkurencji olimpijską kwalifikację. Teraz znaleźć się na igrzyskach będzie jednak trudniej niż ostatnio, bo o ile w Rio de Janeiro ścigało się 36 deskarzy, o tyle w Tokio do rywalizacji o medale przystąpi tylko 25 zawodników.