Przez wiele lat w MMA mogliśmy oglądać wiele niesamowitych konfrontacji jak te z udziałem Tito Ortiza i Chucka Liddella, Daniela Cormiera i Jona Jonesa czy też korespondencyjny pojedynek o nieoficjalny tytuł najlepszego i najbardziej dominującego mistrza UFC między Andersonem Silvą a Georgesem St-Pierre'em. Aktualnie na pierwszy plan wysuwa się rywalizacja w niższych kategoriach wagowych, a konkretnie w koguciej. W nocy z soboty na niedzielę TJ Dillashaw po raz drugi zmierzy się z Codym Garbrandtem, a ich walka na każdym polu zapowiada się rewelacyjnie.

 

Obaj wzajemnie się nienawidzą i raczej specjalnie się z tym nie kryją. Stać ich na docenienie klasy rywala, ale na koniec i tak wygrywa niechęć do tej drugiej osoby. Obaj mają swoje argumenty, swoje spojrzenie na pewne sytuacje, które na zawsze zmieniły ich relację. Ta przecież nie była zła sama z siebie od samego początku, bo przecież kiedyś potrafili się tolerować, a nawet stawać w swojej obronie...

 

Kiedy więc to wszystko się zatraciło?

 

Wielkość Ludwiga, Faber namaścił Dillashawa

 

Dillashaw dołączył do Team Alpha Male - czyli aktualnego klubu Garbrandta - w 2009 roku. Założycielem oraz największą osobistością był tam Urijah Faber, czyli gość, który kilka miesięcy wcześniej stracił pas WEC po pięciu skutecznych obronach. Była to więc postać coś znacząca w świecie MMA. W grudniu 2012 roku ogłoszono, że głównym trenerem zostanie Duane Ludwig i to była to decyzja na pewno trafiona. Członkowie TAM osiągnęli serię siedemnastu kolejnych zwycięstw, a sam Ludwig porzucił karierę zawodnika, by skupić się tylko na trenowaniu.

 

 
Starcie trenerów: Justin Buchholz (Team Garbrandt) vs Duane Ludwig (Team Dillashaw)

 

Problemem były jedna walki mistrzowskie. Team Alpha Male ciągle pozostawał bez czempiona UFC: Joseph Benavidez przegrywał z Demetriousem Johnsonem, a swojej szansy nie wykorzystał także Chad Mendes, który uległ Jose Aldo. Faber postanowił raz jeszcze wziąć wszystko w swoje ręce i otrzymał rewanż z najlepszym w wadze koguciej Renanem Barao. Po tym, jak przegrał decyzją sędziowską, później padł po uderzeniach Brazylijczyka w pierwszej rundzie... Co ciekawe, tuż po porażce namaścił Dillashawa na tego, który zdetronizuje króla.

 

Ważne rzeczy zaczęły się dziać na początku 2014 roku. Wtedy pojawiły się pierwsze głosy o odejściu Ludwiga z Team Alpha Male. Szkoleniowiec odbył rozmowę z Faberem, podczas której poinformował, że chce wrócić do Colorado, ale nie od razu, tylko gdzieś za kilka miesięcy. Kilka godzin później wiadomość już hulała po internecie, a to nie przypadło mu do gustu. Skomentował to w krótkich słowach, a Faber milczał, by w końcu przyznać, że zawsze ciężko się było z Ludwigiem dogadać. Ten jednak został aż do 25 maja.

 

Sensacyjne mistrzostwo, prorocze słowa McGregora i atak Garbrandta

 

Dzień wcześniej doszło jednej z największych sensacji w historii UFC. W walce wieczoru UFC 173 Barao miał zmierzyć się z Raphaelem Assunaco, lecz w ostatniej chwili ten drugi doznał kontuzji. W rozpisce znajdował się też Dillashaw, a organizacja postanowiła dać mu szansę na ratowanie gali. I właśnie notowany na czwartej pozycji zawodnik niespodziewanie skradł show, kompletnie zdominował tego, który nie przegrał ani jednej walki od swojego debiutu 9 lat wcześniej! I zrobił to w niesamowitym stylu, wygrał cztery rundy, a w piątej znokautował rywala...

 


Faber świętował mistrzostwo Dillashawa razem z nim w oktagonie

 

Team Alpha Male miało swój sukces, a nowy mistrz świętował w oktagonie razem z Ludwigiem oraz Faberem. Problemy zaczęły się później, kiedy Dillashaw chciał kontynuować współpracę z dotychczasowym trenerem, a ten nie był mile widziany w klubie. Plotki szybko się rozeszły, a w lipcu 2015 swój wyrok wydał Conor McGregor. Jego słowa są już symboliczne i bardzo często przytaczane w dyskusjach na temat "zdrady" T.J-a.

 

Irlandczyk nazwał wtedy Dillashawa "snake in the grass", czyli po prostu podstępną żmiją. Zrobił w imieniu samego mistrza, ironicznie pogratulować mu zdobycia tytułu, a także wypytał o Ludwiga. Chciał też sprowokować Fabera, ale ten nie do końca podjął temat. Kiedy Dillashawa nie było w pobliżu, tylko jedna osoba zdecydowała się na jego obronę. To był Cody Garbrandt.

 

- Lojalność: to cechuje mistrzów - rzucił McGregor.

 

- To właśnie dlatego nie mogę pozwolić ci siedzieć i gadać g**** na temat T.J-a bez odpowiedzi, ponieważ to mój człowiek. To jest właśnie lojalność - odparł Garbrandt i po chwili odepchnął charyzmatycznego Irlandczyka.

 

 

Teraz takie sceny wydają się kompletnie niepojęte...

 

 

Medialne ataki

 

Przyjacielskie zachowanie Garbrandta nie zmieniło jednak tego, że w październiku 2015 roku Dillashaw opuścił Team Alpha Male, by dołączyć do Team Elevation w Colorado. Tym samym otrzymał dożywotni zakaz treningów w starym klubie nałożony przez Fabera, który nie wybaczył tego kroku swojemu byłemu podopiecznemu. Garbrandt, który wiele zawdzięczał Kalifornijczykowi, szybko zmienił narrację. - Jeśli nie jesteś z nami, jesteś przeciwko nam - przyznał. Tym samym nić łącząca bohaterów gali UFC 227 pękła bezpowrotnie.

 

Dillashaw stracił pas w walce z Dominickiem Cruzem w styczniu 2016 roku, a w grudniu mistrzem został Garbrandt, który po kapitalnej walce rozmontował nieuchwytnego do tej pory "Dominatora". Była to też piękna chwila dla Fabera, gdyż "California Kid" przegrał ze swoim największym rywalem kilka miesięcy wcześniej. Tym samym stało się jasne, że do potencjalnej walki dwóch wielkich wrogów może dojść już niedługo, zwłaszcza że sam "No Love" jakby wiedział, kto jest pierwszym pretendentem.

 

Na początku 2017 roku zaczęła się pierwsza z ich otwartych rywalizacji - jeszcze na słowa. Zaczął Dillashaw, który "miał doprowadzić Garbrandta do płaczu". Ten odpowiedział, że kiedyś znokautował go na jednym z treningów. Tematy wzajemnych sparingów były więc jednym z ciekawszych tematów, a obaj zawodnicy wiedzieli o sobie wiele. Później bohaterowie walki o pas wagi koguciej zostali trenerami w programie "The Ultimate Fighter", a podczas jego kręcenia oczywiście dochodziło do ostrych spięć. Po jednym z nich doszło też do szamotani, przed ktorą mistrz złapał pretendenta za twarz. Było gorąco.

 


Dillashaw chciał przybić rękawice przed walką na UFC 217. Garbrandt odmówił

 

"Starcie byłych kolegów z sali, nie przyjaciół"

 

Walka odbyła się w listopadzie, a dwa miesiące wcześniej Team Alpha Male wyprowadził kolejny atak w kierunku byłego kolegi. Dillashaw został oskarżony za kontuzje, jakie dotknęły Chrisa Holdswortha - trenera jiu-jitsu, a także zawodnika UFC. W skrócie miało chodzić o to, że TJ jest bardzo agresywny podczas sparingów i często traci kontrolę nad swoimi poczynaniami. Miał więc używać nielegalnych uderzeń podczas konkretnych ćwiczeń - czyli na przykład kolan przy okazji treningów bokserskich - a na samym końcu zaatakować samego Holdswortha kolanem w głowę, gdy ten był w parterze. To spowodowało wstrząśnienie mózgu, które dokucza mu do dzisiaj.

 

Dillashaw nie odniósł się do tych słów, a w listopadzie zrobił swoje: znokautował Garbrandta w drugiej rundzie. Po zakończonej walce oddali sobie szacunek, ale to by było na tyle, choć krótki moment na jednej z konferencji prasowych promującej rewanż mógł dać nieco do myślenia, że może ich relacja się nieco poprawiła. Mistrz podszedł wtedy do pretendenta i chwilę sobie porozmawiali - raczej w grzecznej atmosferze. Później jednak wszystko wróciło do "normalności", gdzie jeden zapewnia, że rywal jest na dopingu, a drugi przekonuje, że kolejnym nokautem wybije mu MMA z głowy.

 

W nocy z soboty na niedzielę dojdzie więc do kolejnego starcia starych znajomych - gdyż według samego Dillashawa nigdy nie byli dobrymi przyjaciółmi - a aktualnie wrogów nr 1. Sam Dillashaw o złe emocje obwinia Fabera, który to ma tylko podjudzać członków swojej ekipy, by starali się go stłamsić. Swego czasu miał też pretensje do trenerów: Justina Buchholza oraz Danny'ego Castillo.

 

Ich emocje są prawdziwe, a zła krew zawsze nadaje starciu dodatkowego smaczku.

 

Transmisja gali UFC 227 z hitową walką Dillashaw - Garbrandt II w nocy z soboty na niedzielę od 4.00 w Polsacie Sport Extra!