Diaz to bardzo barwny zawodnik, a fani kochają między innymi za bezkompromisowość. Problemem było to, że od dwóch lat pozostał nieaktywny, gdyż ostatnią walkę stoczył w sierpniu 2016 roku, przegrywając decyzją z Conorem McGregorem. Co ciekawe, nigdy otwarcie nie uznał tego za swoją porażkę, twierdząc, że to on był lepszy.

 

W tym tygodniu pojawiało się jednak wiele głosów odnośnie powrotu Diaza do oktagonu, a plotki potwierdziły się w piątek, kiedy zawodnik ze Stockton pojawił się na specjalnie zwołanej konferencji. Na liczne pytania odpowiadał w swoim stylu, ale większości się to podobało. Na koniec, kiedy Dana White dał sygnał do wyemitowania zapowiedzi hitowej walki Khabiba z McGregorem, Diaz nie wytrzymał i w jej trakcie opuścił salę.

 

A później się zaczęło... - Nie zawalczę na tym show. Piep***ć UFC – napisał na Twitterze. To był jednak dopiero początek.

 

Diaz miał za złe największej organizacji MMA na świecie, że go nie wspierała oraz nie mówiła wszystkiego na jego temat. Dodał też, że jego dłuższa przerwa wynikła z powodu procesu sądowego, jaki wytoczył mu były menadżer.


- Dana White mówił, że Conor nie może walczyć i trzymał jego stronę. A teraz mówi, że ja przez rok odrzucałem walki. Nigdy w życiu nie odrzuciłem żadnej walki. Gdy tamten gość miał pozew, to go wspierali, a o mnie mówili, że odrzucam propozycje. Zobaczymy w takim razie, czy będę walczył - przyznał.

 

W ostrych słowach podsumował także Khabiba oraz McGregora.

 

- Jednego ubiłem w klatce, drugi dostał ode mnie z liścia, więc obaj to moje dzi*** - dodał.

Transmisja gali UFC 227 w nocy z soboty na niedzielę od 4.00 w Polsacie Sport Extra!