Pawlicki z powodu kontuzji w nowy sezon wkroczył z kilkutygodniowym opóźnieniem. Rozpoczął wyjątkowo efektownie, w pierwszych dwóch spotkaniach zdobył komplet punktów, ale później nie było już tak różowo. Bolesny okazał brak awansu do przyszłorocznego cyklu Grand Prix, a przed tygodniem w ligowym straciu z Falubazem w Zielonej Górze zdobył tylko punkt.

 

Przełamanie nastąpiło w idealnym momencie. W sobotni wieczór na leszczyńskim stadionie młodszy z braci Pawlickich sięgnął po mistrzostwo kraju. "Dwa razy miałem srebro, aż w końcu doczekałem się złota i to przed własną publicznością, przy ogromnym dopingu. Jestem ogromnie szczęśliwy" - mówił po zawodach.

 

W Lesznie rywalizował m.in. ze swoim starszym bratem Przemysławem, który zajął 11. miejsce. Tytuł zadedykował bratankowi.

 

"Jak wiecie, jestem bardzo zżyty z bratem i chciałem przy okazji zadedykować ten tytuł jego synowi, który dziś skończył roczek. Może kiedyś o tym się dowie" - podkreślił.

 

Turniej na stadionie im. Alfreda Smoczyka stał na bardzo wysokim poziomie. Emocjo nie brakowało, ale również nie obyło się bez kontrowersyjnych sytuacji. Największa miała miejsce akurat w finale. Na pierwszym łuku Bartosz Zmarzlik uderzył w przednie koło motocykla Pawlickiego, który się przewrócił. Arbiter Krzysztof Meyze mógł powtórzyć finałowy bieg w pełny składzie, ale zadecydował o wykluczeniu Zmarzlika. Gdyby nie doszło do kolizji, Pawlicki mógłby nie sięgnąć po tytuł, bowiem na czele stawki znajdował się Janusz Kołodziej.

 

"Sędzia nie mógł podjąć innej decyzji, bo Bartek po prostu we mnie wjechał" - wyjaśnił.

 

Powody do zadowolenia mógł mieć drugi w klasyfikacji Maciej Janowski. Żużlowiec Betardu Sparty Wrocław zawody zaczął od czwartego miejsca i defektu. Po dwóch seriach jedną nogą był poza turniejem.

 

"Zacząłem zawody słabo, ale taki był plan" - zażartował. "A już tak poważnie, całe szczęście, że uratowałem wynik, bo na nic się nie zanosiło. Musiałem pokombinować ze sprzętem i na szczęście wracam do domu z medalem" - dodał.

 

Na najniższym stopniu podium stanął Janusz Kołodziej z Fogo Unii, który na koncie ma już trzy tytuły IMP. On jako jedyny z całej trójki czuł się nieco rozczarowany.

 

"Nie ukrywam, że pozostał niedosyt, miałem nadzieję na lepszy wynik. W finale dobrze wystartowałem, ale później na trasie pogubiłem dobre miejsca. Muszę się cieszyć z tego, co mam, gdyż ten sezon jest udany dla mnie. Mam już awans do przyszłorocznego cyklu Grand Prix, w lidze też nam dobrze +idzie+, a teraz zdobyłem kolejny medal mistrzostw Polski" - podsumował.

 

Żużlowcy, którym się w Lesznie nie powiodło, w niedzielę będą mieli okazję do rewanżu. W Gdańsku (początek, godz. 18) rozegrane zostaną Indywidualne Międzynarodowe Mistrzostwa Ekstraligi, w których wystąpi m.in. najlepsza czwórka IMP, a także Patryk Dudek, Nicki Pedersen, Tai Woffinden i Jason Doyle. Zwycięzca otrzyma czeka na 25 tysięcy złotych.