Kwiatkowski minął linię mety szóstego etapu w Bukowinie Tatrzańskiej na trzecim miejscu, za zawodnikami, którzy mniej mu zagrażają – Austriakiem Georgiem Preidlerem i Niemcem Emanuelem Buchmannem. Zdobył cztery sekundy bonifikaty i powiększył przewagę nad Teunsem, który był piąty. Decydował dość ostry zjazd do mety grupy dziewięciu kolarzy.

- Wejście na ostatnie rondo było niebezpieczne. Wjeżdżałem na finisz z rękami na hamulcach. Nie próbowałem za wszelką cenę wygrać. Przede wszystkim obserwowałem, co robi Dylan Teuns. Wczoraj wygrałem (w Bielsku-Białej), a on deptał mi po piętach. Nie chciałem dziś go rozprowadzać. Dobrze, że tak się skończyło - ocenił.

Jak z jego perspektywy wyglądał finisz?

- Trudno mieć oczy dookoła. Z tyłu grupy miałem większy przegląd sytuacji. Jeżeli walczyłbym o zwycięstwo etapowe, to musiałbym bardziej przesunąć się do przodu i byłoby ryzyko, że ktoś zza pleców wyskoczyłby mi na ostatnich metrach, a ja już nie miałbym czasu na reakcję. Dla mnie najważniejsze było pilnowanie Teunsa - powtórzył.

Kwiatkowski podziękował kolegom z drużyny, dzięki którym mógł przejechać „80 procent etapu w komforcie”

- Cały peleton próbował dzisiaj zabrać się do odjazdu. Pierwsze 20 km, a może więcej, były bardzo trudne, ale zachowaliśmy chłodną głową, za co wielkie dzięki dla chłopaków. Poszła niegroźna dla nas ucieczka. 80 procent etapu mogłem przejechać w komforcie.

Lider wyścigu przyznał, że jeśli nie będzie wypadków losowych, to powinien utrzymać żółtą koszulkę w piątek na ostatnim etapie wokół Bukowiny Tatrzańskiej.

- To jest bardziej komfortowa sytuacja niż dziś rano, aczkolwiek 16 sekund to jest nic, jeśli zdarzą się wypadki losowe. Jeśli przejadę cały etap bez kłopotów technicznych, kraks, to wierzę, że moja dyspozycja jest na tyle dobra, żeby się wybronić. Jeszcze potrzeba szczęścia i jeszcze raz poproszę kolegów z drużyny o wsparcie – dodał Kwiatkowski.

28-letni kolarz z Torunia jeszcze nigdy nie wygrał Tour de Pologne. W 2012 roku zajął drugie miejsce, przegrywając wyścig z Włochem Moreno Moserem o pięć sekund.

Kwiatkowski wspomniał również, że dzięki pomocy kolegów z grupy Sky, m.in. Kolumbijczyka Sergio Henao, zaoszczędził trochę sił na ostatni etap.

- Kiedy na ostatnim podjeździe zaatakował George Bennett, to Sergio Henao robił to, co do niego należy. W żadnym momencie nie musiałem sam się uaktywnić, tylko czekałem, co zrobią rywale. Mam nadzieję, że udało mi się zaoszczędzić trochę sił przed jutrzejszym etapem.

Zwycięzca etapu, Preidler, jest rówieśnikiem Kwiatkowskiego. W czwartek odniósł pierwsze w karierze zwycięstwo w wyścigu rangi World Tour.

- To był trudny i stresujący dzień. Team Sky kontrolował wszystko, ale na końcowych 500 metrach próbowałem coś zrobić. Zjazd był dość trudny technicznie, a ja wyczułem odpowiedni moment do ataku. Znam swoje mocne strony i wiem, że potrafię szybko zjeżdżać – powiedział Austriak.

Zapytany, czy spróbuje pokusić się o wygraną na następnym etapie, odpowiedział: - Szczerze mówiąc nie znam jutrzejszej trasy. Sky jest bardzo mocną ekipą. Myślę, że Kwiatkowski łatwo wygra wyścig.