Brytyjska firma Populus przeprowadziła ostatnio ankietę w 20 krajach globu. Przepytano 20,000 osób. Badający chcieli dowiedzieć się jakie są najpopularniejsze i najlepsze firmy, marki i instytucje kojarzone z Wielką Brytanią. Respondenci zostali poproszeni o ocenę każdego podmiotu pod względem zasobów, wiarygodności, nowoczesności, zaufania, uznania na całym świecie i na koniec czy wywołują pozytywne emocje związane z Wielką Brytanią.

 

Premier League, Rolls-Royce, Jaguar Land Rover, BBC i brytyjskie uniwersytety okazały się najlepszymi ikonami. Każda znalazła się na szczycie w co najmniej dwóch krajach. Jednak bezapelacyjne największą ilość punków we wszystkich kategoriach zdobyła Premier League. Prawie 70% badanych uważa, że angielska liga piłkarska nadaje bardzo pozytywny obraz wysp.

 

Siła Premier League jest dobrze znana ze względu na jej zdolność do angażowania ludzi masowo na całym świecie. Tworzy najliczniejszą wspólnotę na Ziemi niezależnie od pochodzenia i odległości, zarówno wśród kibiców, jak i aktorów całego widowiska – piłkarzy, trenerów czy właścicieli klubów.

 

Podczas ostatnich mistrzostw świata w Rosji piłkarzy na co dzień grających w Premier League było najwięcej. Gdy dodamy graczy, którzy na co dzień również grali na zapleczu angielskiej ekstraklasy w Championship, liczba staje się imponująca.

 

1. PREMIER LEAGUE - 106
2. La Liga - 77
3. Bundesliga - 62
4. Serie A - 58
5. Ligue 1 - 47
6. Premier Liga - 36
7. Saudi PL - 30
8. CHAMPIONSHIP - 23

 

Średnio co szósty piłkarz na Mundialu był graczem na co dzień biegającym na boiskach Anglii. Na ten obraz duży wpływ ma zamożność klubów. Oprócz bogatych właścicieli, zespoły w Premier League dostają sowite wypłaty w postaci nagród, główne z praw telewizyjnych. O ile czołowe ekipy zasilą swoje konta o dodatkowe premie w okolicach 150 milionów funtów (w zależności od wartości marketingowej zespołu i miejsca w tabeli) najgorsze kluby ligi mogą liczyć na dochód w okolicach 100 milionów funtów. Dysproporcja nie jest tak duża, zatem słabsi również są w stanie prężnie działać na rynku transferowym.

 

Awans do elity również ma swoją wymierną wartość. W kończącym poprzedni sezon w Championship finałowy mecz play off o awans do Premier League Aston Villa i Fulham walczyli o 160 milionów funtów przyszłych nagród z okazji awansu. Ostatecznie bramka reprezentanta Szkocji Toma Cairneya dała Fulham przepustkę do finansowego raju, a ekscentryczny właściciel zespołu z południowego Londynu Shahid Khan raz po raz wspomina o zamiarze kupna stadionu Wembley.

 

Rosnące kwoty, ogromne zyski i coraz bardziej ekskluzywny towar jakim jest mecz Premier League ma mają także swoje negatywne skutki. Ceny biletów na stadionach rosną. Trybuny coraz bardziej tracą pierwotny charakter, stają się teatrem dla wybranych i zamożnych. Jednak zdaje się, że zmienia się filozofia postrzegania globalnej rozrywki jaką jest futbol. Dla klubów coraz większą rolę odgrywają kibice, którzy z racji odległości nie są w stanie być co weekend na stadionie. Chodzi o zachowanie harmonii pomiędzy stałymi uczestnikami widowisk na żywo i tymi którzy w dzień meczowy zasiądą przed telewizorami lub przenośnymi urządzeniami.

 

W świecie zdominowanym przez język angielski według szacunków z 2017 roku 743 milionów ludzi posługiwało się tym językiem jako drugim. Dla 378 milionów jest podstawowym. Innymi słowy ponad miliard ludzi na świecie komunikuje się po angielsku. W najbardziej zaludnionych kontynentach Azji i Afryce większość ludzi preferuje oglądanie meczów i programów w tym języku. Gdy, dodamy do tego Australię, Nową Zelandię, Kanadę, USA czy sporą część Europy, można zrozumieć dlaczego w eksperci, byłe gwiazdy piłkarskie z całego świata, za występy w studio telewizyjnym, przy spotkaniach Premier League, mają milionowe kontrakty.

 

To też tłumaczy dlaczego za sezon 1991-1992 starej First Division płacono za prawa telewizyjne 15 milionów funtów. Tymczasem obecnie, przy mocnej konkurencji BT w Wielkiej Brytanii, SKY musi wydać za mecz ponad 10 milionów funtów. Wszystko wskazuje na to, że kwoty kolejnych praw, szczególnie w Azji, wzrosną jeszcze bardziej. To z pewnością poprawi jeszcze bardziej finansową kondycję klubów i całej Premier League.

 

Pod względem finansowym liga na wyspach ustępuje tylko amerykańskim potęgom NFL, MLB i NBA lecz nie ma sobie równych w świecie piłki nożnej.

 

Piłkarsko, czysto sportowo, jest słabsza tylko od ligi hiszpańskiej. Głównie za sprawą fenomenu dwóch klubów Realu Madryt i FC Barcelony. Jeszcze nie tak dawno niemoc angielskich klubów w europejskich pucharach, była bardzo widoczna lecz głównie na starym kontynencie. Dla kibiców w innych częściach świata ważne było kto wygra na wyspach. Jednakże premie za udział w Champions League kuszą, a prestiż i globalny rozgłos również niosą wymierne korzyści. Stąd ogromnymi kontraktami kuszeni są najlepsi szkoleniowcy świata, a walka o czołową czwórkę w Anglii jest bardzo zacięta.

 

Tak będzie i w tym roku. Choć faworytem do tytułu wydaje się obrońca trofeum sprzed roku Manchester City, nikt nie jest w stanie powiedzieć czy głośni sąsiedzi United znów wyjdą na ulice w maju przyszłego roku witać swoich zwycięzców. Bo w czasach, gdy w Hiszpanii zastanawiają się Real Madryt czy Barcelona, we Włoszech i Niemczech kibice zastanawiają się z jaką przewagą Juventus i Bayern Monachium wygrają ligę. W Anglii realne szanse na tytuł ma co najmniej sześć zespołów. Wystarczy popatrzeć na prognozy bukmacherów.

W Premier League nie ma tak wielu błyskotliwych technicznie zagrań jak w Hiszpanii, konsekwencji taktycznej jak we Włoszech, nawet tak żywiołowych trybun jak w Niemczech. Jest za to różnorodnie. Jest szybkość, determinacja, poświęcenie i przede wszystkim nieprzewidywalność. Wszystko w nienagannej oprawie. To czego wymaga dobra rozrywka.

 

Tworzone są fankluby w różnych zakątkach świata. Często przed meczami ligowymi kluby organizują spotkania w pubach pod stadionem z reprezentacją sympatyków z danego kraju. Nie jest również przypadkiem, że producent najpopularniejszej gry piłkarskiej na świecie na konsole i komputery jest czołowym partnerem ligi. Po meczu na stadionie czy w telewizji każdy może, w idealnie odwzorowanej oprawie, zagrać mecz w wirtualnym świecie Premier League. Tak się tworzy „kibica” na lata i na pokolenia.

 

Nie dziwi już fakt, gdy w Malezji, RPA w Australii czy USA na ulicy można spotkać fanów Manchesteru, Liverpoolu, Newcastle czy któregoś z klubów londyńskich. Choć zapewne większość z nich do tych miast może nigdy nie pojechać.

 

Premier League jest na fali, choć największy problem jest w samej Wielkiej Brytanii. Widmo Brexitu może mocno pokrzyżować kolejne plany ekspansji i rozwoju. W najgorszym wypadku zabić kurę znoszącą złote jaja. Szefowie ligi i kluby doskonale zdają sobie z tego sprawę i dlatego już negocjują z rządem. Kto oddaje rynek, oddaje ogromne wpływy i pieniądze. Szczególnie, gdy mówimy o szeroko pojętej rozrywce i popkulturze.