Choć paradoksalnie ciągle największe szanse na awans do czwartej rundy kwalifikacji ma ta, która najmocniej się w czwartek skompromitowała. Legia Warszawa. W Luksemburgu łatwiej jej będzie pewnie strzelić dwa gole niż Lechowi z Genkiem nawet grając przy Bułgarskiej. Czy Jagiellonii wygrać w Gandawie. Tylko Mistrzowie Polski muszą w końcu grać w piłkę, a na to na razie się nie zapowiada.

 

Kto miał nadzieje, że wraz z efektownymi transferami w Poznaniu „Kolejorz” wzbije się na średni europejski poziom był w błędzie. Pomijając już fakt, że na Luminus Arenie zabrakło zawieszonego za kartki Pedro Tiby, a Ivan Djurdjević nie skorzystał tym razem ze swojego drogiego jokera Joao Amarala, należy zauważyć, że zakupy za milion czy półtora miliona euro w 65-tysięcznym miasteczku w belgijskiej części Limburgi na nikim nie zrobiły większego wrażenia. Dwa miliony zapłacono przecież Pogoni Szczecin za reprezentanta polskiej młodzieżówki Jakuba Piotrowskiego, który na razie musi się godzić z rolą ławkowicza. Bo grają lepsi. I drożsi. „Gwiazdy” naszej Ekstraklasy w postaci Christiana Gytkjaera czy Darko Jevticia czy reprezentant Polski Maciej Makuszewski też mieliby ciężko żeby „załapać” się do tamtejszej jedenastki. Niestety, przykre to, ale takie są realia. „Kolejorz” w ostatnich latach przegrywał w trzecich rundach kwalifikacji już ze słabszymi od KRC Genk. Utrechtem, Stjarnanem, Żalgirisem Wilno czy AIK Solną. Teraz w tej fazie nie był rozstawiony i pretensje może mieć tylko do siebie. Dlaczego? Patrz wyżej.

 

I żeby było jeszcze śmieszniej- straszniej – najlepsze wrażenie po tym „czarnym” czwartku zostawił po sobie ten polski klub, który z pucharów już odpadł. Górnik Zabrze. Sporo osób śmiało się z niedawnego beniaminka i rewelacji poprzedniego sezonu, że dostał baty od Trenczyna. Na wyjeździe 1-4. Ale ten sam Trenczyn właśnie rozprawił się z Feyenoordem Rotterdam i to 4-0! To też Benelux, tylko ten holenderski. I z wyższym budżetem niż Genk czy Gandawa.