Obaj Polacy nie są faworytami, ale serce mi mówi, że wygrają. Pytanie tylko co z rozumem? Rozum mi mówi, że będzie trudno (szczególnie Tomkowi).
 
W Kownackiego wierzy największy obecnie gracz na rynku bokserskiej promocji Eddie Hearn. - Według mnie Kownacki pokona Martina – ocenił. Kownacki też jest pewny siebie: - Jestem gotowy na walkę o mistrzostwo świata. Muszę pokazać, że Polak potrafi. Mam klapki na oczach, liczy się tylko mistrzostwo świata. Jeśli wygram z Martinem to otworzą się drzwi do wielkich walk – mówił mi.
 
Martin panował na tronie IBF zaledwie 85 dni i było to drugie, najkrótsze panowanie w dziejach boksu w wadze ciężkiej. Po sromotnym nokaucie jaki zafundował mu Anthony Joshua wpadł w depresję (narkotyki, alkohol). Wielkie pieniądze już wydał na wspaniałą posiadłość, złotą biżuterię, luksusowe zegarki i auta (m.in. Bentleya). A Kownacki jeździ nadal Subaru z 2011. - Nic wielkiego, ale jest mój. Nie muszę szpanować i żyć na kredyt. Wolę żyć tak, jak mnie stać – powiedział mi. Jak nie lubić tego chłopaka? Nie spotkałem w bokserskim światku nikogo kto by go hejtował.
 
Adamek wraca do Chicago do Chicago. Rywal „Górala” nosi przydomek „Big Baby” (Wielki Dzieciak), ale to już wielkie chłopisko, 193 cm wzrostu, 138 kg wagi! (tyle ważył podczas ostatniego pojedynku z Johannem Duhaupas). Jest bardzo wysoko w światowych rankingach wagi ciężkiej (3 WBA, 3 WBO i 3 IBF), o krok od walki o mistrzostwo świata i wielu ekspertów nie daje Adamkowi dużych szans na wygraną. Ale „Góral” nie pęka, to nie w jego charakterze.
 
- "Speed is everything” (Szybkość to wszystko). Lubię walczyć z większymi od siebie. Gdybym nie wierzył w zwycięstwo, nie podjąłbym walki – powtarza Adamek. Też jeśli wygra (oceniam szanse pół na pół) mogą się przed nim otworzyć drzwi do wielkich walk, nawet o mistrzostwo świata.
 
Adamek wraca do Chicago. To miasto jest dla niego szczęśliwe. Właśnie od wygranej z Paulem Briggsem w Chicago i zdobycia mistrzostwa świata WBC w wadze półciężkiej zaczęła się wielka kariera „Górala”. Kownacki wraca do Nowego Jorku. Obaj mogą liczyć na doping amerykańskiej Polonii.
 
A nam w kraju pozostanie nastawiać budziki na trzecią w nocy i ściskać kciuki. Jak za czasów Andrzeja Gołoty.