Opiekun polskiej sztafety 4x400 m Aleksander Matusiński ma w Berlinie powody do zadowolenia. Święty-Ersetic awansowała do finału z trzecim, a Baumgart-Witan z szóstym rezultatem. Obie pewnie wygrały swoje biegi. Ich forma jest bardzo ważna dla dobrego rezultatu zespołu, który bez nich w składzie pewnie wygrał swój półfinał. Problem w tym, że organizatorzy ułatwili biało-czerwonym zadania.

Tegoroczny urodzaj i dyspozycja zawodniczek spowodowały, że w finale 400 m tylko Polska ma dwie zawodniczki (oraz Holandia, ale ona nie wystawiła sztafety). Groźne zespoły Wielkiej Brytanii i Francji - po jednej, a w kuluarach mówi się dodatkowo, że Brytyjka Laviai Nielsen ma zrezygnować z walki o medal w drużynie.

"Przyjechałam do Berlina z jasnym celem. Wiem, że stać mnie na zdobycie indywidualnego medalu. Chciałabym złamać również 51 sekund. Stać mnie na to. Czas 50,80 może dać nawet złoto" - powiedziała Święty-Ersetic, która w tym roku wyśrubowała "życiówkę" do poziomu 51,05. Dodała jednak, że rywalizacja w drużynie jest dla niej równie ważna.

"Tak naprawdę nikt nie wie, jak zachowają się nasze organizmy. Nie mam pojęcia, w jaki sposób miałybyśmy zregenerować się od 20.15 do 21.50. Pewnie znajdę jakiś klimatyzowany pokój i będę tylko leżała. Przecież druga rozgrzewka raczej nie wchodzi w grę" - oceniła.

Problem komplikuje dodatkowo regulamin. Trener Matusiński musi zgłosić skład sztafety, który wystąpi w finale, dwie godziny przed startem.

"Znajdą się w nim zarówno Święty-Ersetic oraz Baumgart-Witan. Jestem dobry z matematyki i nie pozbawię naszego zespołu dziewczyn, które biegają na poziomie 51,05 do 51,35. Zasady są takie, że zmiany będę mógł dokonać po zgłoszeniu tylko w przypadku kontuzji bądź problemów ze zdrowiem, którejś z zawodniczek. Dodatkowo te potwierdzić musi swoim zaświadczeniem lekarz" - wyjaśnił doświadczony szkoleniowiec.

Dodał, że jest zadowolony z występu podopiecznych w piątkowe przedpołudnie. Wtedy biało-czerwone biegły w składzie: Małgorzata Hołub-Kowalik, Patrycja Wyciszkiewicz, Natalia Kaczmarek oraz Martyna Dąbrowska. Uzyskały czas 3.28,52 - pewnie wygrywając swoją serię.

"Trzecia w składzie będzie na pewno Hołub-Kowalik. Czwartej dziewczyny w tej chwili nie podam. Muszę to wszystko przeanalizować" - podkreślił Matusiński.

Teoretycznie wybór ma spory, bo Kaczmarek, Wyciszkiewicz oraz Dąbrowska wyglądają naprawdę nieźle. W grę mogłaby wchodzić również Anna Kiełbasińska, która indywidualnie biega na 200 m, ale uzyskała w tym roku świetny wynik na 400 m - 52,14. Nikt jednak o tym wariancie nie mówi głośno.

"Nic mi na ten temat nie wiadomo. Trener sztafety 4x400 m ze mną w tej sprawie nie rozmawiał" - ucięła spekulacje Kiełbasińka.

Ona w piątek po południu powalczy o finał na 200 m. Jeżeli do niego awansuje - sytuacja naturalnie się rozwiąże, bo finał będzie miała o 20.45 w sobotę - pomiędzy walką o medale na 400 m i 4x400 m.

Dziennikarze obecni w Berlinie wskazują dość zgodnie, że Matusiński potrafi zaskoczyć, co zrobił np. w Londynie podczas mistrzostw świata 2017, gdy wstawił do składu niedoświadczoną Aleksandrę Gaworską oraz wracającą po kontuzji Święty-Ersetic. Polska zdobyła brązowy medal w bardzo silnej stawce.

"Matusiński ma po tamtym manewrze ogromny kredyt zaufania u wszystkich, więc jak by nie zadecydował, to nikt mu się nie przeciwstawi" - powiedział PAP nieoficjalnie jeden z polskich dziennikarzy.

W kontekście występu w finale Kiełbasińskiej rozważana byłaby prawdopodobnie opcja z nią na pierwszej zmianie. W tej chwili ten scenariusz wydaje się mało prawdopodobny. Nikt nie potrafi jednak ocenić - w jaki sposób na nadludzki wysiłek zareagują organizmy Święty-Ersetic oraz Baumgart-Witan.

"Nigdy tego nie ćwiczyłyśmy podczas przygotowań. W ten sposób można +zajechać+ organizm. Gdybyśmy np. obie stanęły na podium indywidualnie, to w finale sztafety pobiegniemy na euforii. Być może ona nas poniesie..." - wyjawiła Baumgart-Witan.

W sobotę wieczorem wszystko będzie jasne. Polki walczą o łącznie trzy medale na 400 i 4x400 m. Wszystkie warianty wydają się możliwe.