Bożydar Iwanow: Jaki to będzie sezon w Eredivisie?

 

Mariusz Moński: Mam nadzieję, że ciekawy. Aczkolwiek czwartkowa pucharowa klęska Feyenoordu z Trenczynem mocno mnie zaskoczyła. Wydawało mi się, holenderskie kluby w Europie odbiją się od dna, a tu okazało się, że znów przynoszą wstyd swoim kibicom. Oczekiwania na pewno były większe. Tym bardziej, że w weekend zespół z Rotterdamu nie dał sobie strzelił gola w Superpucharze z PSV, a potem lepiej wykonywał karne. Można było odnieść wrażenie, że są dobrze przygotowani do sezonu. A tu mogli przegrać nawet 0:8! Wyglądali jak jakaś amatorska drużyna. Dudelange zagrało na Legii zdecydowanie lepiej…

 

Za to nowa polityka Ajaksu Amsterdam robi wrażenie.

 

Zmienili strategię. Stwierdzili, że muszą wejść na wyższy poziom od Feyenoordu i PSV. I wreszcie więcej zainwestowali. Same zakupy Dusana Tadica czy Daleya Blinda z angielskiej Premier League robią wrażenie. Ajax robi transfery raczej w drugą stronę. A teraz przelali na konta Southampton i Manchesteru United 30 milionów euro, jak awansują do Champions League dojdą do tego bonusy w postaci około 5 milionów. Ale i tak nie są to aż tak duże wydatki, bo samego Justina Kluiverta „skasowali” 20 milionów euro. I mieli jeszcze sporo w „skarbonce” przecież przez ostatnich pięć lat zarobili ponad 150. Ubiegłoroczny brak awansu do fazy grupowej europejskich pucharów, pierwszy w historii, spowodował „tąpnięcie”. Przez trzy lata nic nie wygrali, godny uwagi był jedynie finał Ligi Europy przegrany z Manchesterem United. Teraz ma się to zmienić.

 

W PSV Eindhoven kończy się era Philipa Cocu. Zatrudniono Marka van Bommela. Nazwisko wszystkim doskonale znane, ale raczej nie w roli szkoleniowca.

 

Zmiana trenera zawsze niesie ze sobą wiele wątpliwości. To legenda holenderskiej piłki, ale zastąpić Cocu nie będzie łatwo. Ostatnio Van Bommel asystował swojemu… teściowi Bertowi van Marwijkowi w reprezentacji Australii podczas mistrzostw świata. Pracował też z zespołem U-19 PSV. Przypomina to ubiegłoroczny przypadek Marcela Keizera w Ajaksie, który zastępował w podobnej sytuacji Petera Bosza. Ten pomysł w Amsterdamie nie wypalił. Ale także ze względu na „tarcia” na górze. W Eindhoven jest spokojniej, to bardziej rodzinny klub. Stracili Santiago Ariasa, który odszedł do Atletico Madryt ale to było pewne, bo miał ostatni rok kontraktu. Joshua Brenet przeniósł się do Bundesligi, do Hoffenheim. Byli jednak na to przygotowani więc „zaklepali” wcześniej najlepszego lewego obrońcę w Eredivisie, Angelino, który był ostatnio w Bredzie i Denzela Dumfriesa z Heerenveen. Jakościowo nie powinno być więc gorzej, a do tego będzie można na nich jeszcze wkrótce zarobić. Szkoda, że kontuzji doznał Marco Van Ginkel. Wrócił z wypożyczenia do Chelsea i był plan, żeby je przedłużyć, ale czeka go kilkumiesięczne leczenie.

 

Zaskoczyło cię, że Cocu wybrał Fenerbahce? Zadecydowały pieniądze?

 

Przede wszystkim z PSV wygrał już wszystko. Szukał nowego wyzwania. I dobrze, że nie postawił od razu na ligę z TOP 5, tylko Turcję. Frank De Boer po sukcesach z Ajaksem „rzucił” się od razu na Serie A i Premier League i zderzył się ze ścianą. Cocu buduje swą karierę trenerską spokojniej, wykonuje mniejszy kroczek. Turecki teren nie jest dla Holendrów obcy. Jest tam wielu byłych piłkarzy Eredivisie.

 

Z Polakami w Holandii ciągle krucho. Może się to zmienić?

 

Nic na to nie wskazuje. Mateusz Klich jest już w Leeds United. Do tego do Piasta Gliwice z Zwolle przeszedł Piotr Parzyszek. Z tego samego klubu do Heerenveen przeniósł się brat Jana Bednarka, bramkarz Filip. Ale będzie rezerwowym, w piątek w Zwolle siedział na ławce. Holandia, zresztą podobnie jak Belgia, nie jest dla polskich piłkarzy zbyt atrakcyjna. Ostatnio wolą oni Włochy, ale który z nich odgrywa tam poważną rolę w mocnym klubie? Szczęsny zacznie w Juventusie, a nawet Zieliński nie jest pewny gry co tydzień w „11”. A Eredivisie to dobra liga do promocji. Zespoły grają ofensywnie, obrońcy nie są tu najmocniejsi, mamy pełne stadiony i żywiołowych kibiców, świetne szkolenie. Ale pewnie prowizje menedżerskie nie są tak wysokie jak gdzieś indziej. I to być może cała tajemnica.