Już wcześniej pojawiały się nieoficjalne informacje, że mistrz świata F1 z 2005 i 2006 roku w ekipie Renault planuje skupić się w 2019 roku na startach w Indy Car i innych seriach wyścigowych. Tym bardziej, że jego kontrakt z zespołem Williams obowiązuje do końca tegorocznego sezonu.

Hiszpan, który w lipcu skończył 37 lat, w tym roku po raz siedemnasty w karierze, a piąty w barwach McLarena, walczy w Formule 1. Na swoim koncie ma dotychczas 33 zwycięstwa, 22 razy wywalczył pole position i 97 razy stawał na podium.


"Cieszyłem się każdą minutą tych niesamowitych sezonów i nie mogę wyrazić swojej wdzięczności ludziom, którzy uczynili je szczególnymi. Nadal mamy kilka wyścigów do końca sezonu i wezmę w nich udział z jeszcze większą werwą. Przeżywam jeden z najszczęśliwszych okresów w moim życiu, ale potrzebuję nowych wyzwań" - powiedział Alonso, który podziękował McLarenowi za wspólne lata, mówiąc, że zawsze będzie miał ten zespół w sercu.

Wycofanie się Hiszpana ze startów w przyszłym sezonie jest z dobrą informacją dla Stoffela Vandoorne'a, którego akcje w stajni McLarena nie stoją w tym momencie zbyt wysoko. Do roli zastępcy Alonso przymierzani są tacy kierowcy jak Carlos Sainz, Esteban Ocon czy Lando Norris, jednak zespół nie chce podobno decydować się na zakontraktowanie dwóch nowych zawodników. Z tego względu największym beneficjentem całej sytuacji okazać się właśnie Belg.

Zrezygnowanie Alonso jest również dobrą informacją dla Roberta Kubicy, ponieważ w ten sposób utworzyło się kolejne miejsce w Formule 1, a wiadomo, że to właśnie od liczby kierowców zależą w dużej mierze szanse Polaka na powrót do wyścigów.