Zawodniczka OŚ AZS Poznań w siedzibie swojego klubu zaprezentowała złoty medal i podzieliła się wrażeniami z występu w stolicy Niemiec.

- Na Stadionie Olimpijskim, gdzie na trybunach było 65 tysięcy widzów, co najmniej pięć tysięcy to byli Polacy. Takiego dopingu nie doświadczyłam jeszcze nigdy w kraju, czy to na mistrzostwach, czy też na mityngach. Chciałabym, żeby to się zmieniło, żeby coraz więcej kibiców przychodziło na zawody. Mamy memoriały Skolimowskiej, Kusocińskiego, imprezy rzutowe, Tyczkę na Molo. Mam nadzieję, że ta popularność lekkoatletyki nie będzie chwilowa - powiedziała złota medalistka na konferencji prasowej.

Wyciszkiewicz liczy też na większą popularność królowej sportu, ale jak zaznaczyła, to już po części zależy od mediów.

- Słyszałam taką opinię, że starsze pokolenie dopiero teraz zrozumiało powagę sytuacji, gdy na pierwszej stronie "Fakt" zamieścił informację, że lekkoatleci wrócili do Polski z medalami. Nawet w "Przeglądzie Sportowym" to my, a nie piłkarze byłyśmy na okładce - podkreśliła.

Sprinterka długo nie mogła być pewna miejsca w sztafecie. O tym, że pobiegnie, dowiedziała się w dniu startu - w sobotę rano.

- Trudno mi ocenić, co zadecydowało o takim, a nie innym wyborze przez trenera Aleksandra Matusińskiego. Myślę, że w przypadku mojej osoby nie bez znaczenia było to, że w eliminacjach na zmianie pobiegłam najszybciej. Zadecydowało chyba też moje doświadczenie, które zdobyłam przez te lata w imprezach międzynarodowych. Trener po raz kolejny mi zaufał, a ja nie zawiodłam. Liczę, że tak na stałe będę już w tej sztafecie - mówiła.

Polki przed finałem nie miały łatwego zadania, bowiem 90 minut wcześniej Iga Baumgart-Witan i Justyna Święty-Ersetic startowały w biegu indywidualnym na tym dystansie. Ta druga zdobyła złoty medal. Gdy zawodniczki kończyły, Wyciszkiewicz z Małgorzatą Hołub-Kowalik zaczynały rozgrzewkę i występ koleżanek oglądały na telebimie.

- Żadna z nas tak naprawdę nie miała komfortu psychicznego. Zdawałyśmy sobie sprawę, że nie wystarczy pobiec na 100 procent, ale trzeba będzie dać z siebie 150, żeby wziąć te 50 procent od drugiej, zmęczonej zawodniczki. Organizatorzy układając tak program, chcieli nam utrudnić zadanie. My pokazałyśmy pazury, że potrafimy walczyć. Wiedziałam, że dziewczyny dadzą radę po raz drugi przebiec te 400 metrów. Mamy na zajęciach treningi wytrzymałości specjalnej i po jednym odcinku, po którym już twierdzimy, że nie możemy wstać i pobiec kolejnego, po 15-20 minutach biegniemy i kończymy trening - wyjaśniła.

Trener klubowy poznanianki Edward Motyl przyznał, że w trakcie sezonu nastąpiło małe załamanie formy jego podopiecznej. W czerwcu przez długi czas walczyła z przeziębieniem.

- 20 czerwca mieliśmy zawody w Goleniowie, a potem przenosiliśmy się do Szklarskiej Poręby na zgrupowanie. W Goleniowie było 30 stopni, a w górach - siedem. Patrycja się przeziębiła i ta infekcja ciągnęła się przez kolejne tygodnie, prawie do mistrzostw Polski. Na tej imprezie nie zdobyła medalu, a to było praktycznie warunkiem uzyskania prawa startu indywidualnie w mistrzostwach Europy. Patrycja ma cały czas potencjał, z tych wszystkich dziewczyn biega najszybciej - podkreślił.

Ona sama nie zadowala się tylko występami w sztafecie. W kolejnym roku chce rywalizować również o medale indywidualnie.

- Z niecierpliwością czekam na kolejny sezon, mam nadzieję, że będę już zdrowa i w pełni sił. Będę starała się unikać wszystkich kontuzji, przeziębień, będę po prostu mocno dbać o siebie. Liczę, że w przyszłorocznych mistrzostwach świata pobiegnę indywidualnie, a także na igrzyskach w Tokio - wspomniała.

Mistrzyni Europy ma jeszcze w planach kilka startów w kraju, a potem wybiera się na zasłużony odpoczynek.

- W środę startuję w Szczecinie w Memoriale Wiesława Maniaka, tydzień później w Chorzowie w Memoriale Kamili Skolimowskiej. 1 września mam zaplanowany ostatni start - w krajowej lidze lekkoatletycznej, gdzie reprezentuję barwy OŚ AZS Poznań. Potem odwieszam kolce i jadę na wakacje. Na pewno będą to ciepłe kraje, ale konkretnej destynacji jeszcze nie wybrałam - poinformowała.

Miesiąc temu lekkoatletka, studentka Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu została magistrem. Promotorem jej pracy "Wpływ masowych imprez sportowych na postrzeganie atrakcyjności miasta przez jego mieszkańców na przykładzie Poznania" był profesor Zygmunt Waśkowski, który jest wielkim fanem biegów maratońskich.

- Ważne jest, żeby rozwijać się dwutorowo. Mamy życie sportowe, ale musimy myśleć, co będziemy robić po sporcie. Wierzę, że te swoje doświadczenia sportowe będę mogła wykorzystać w przyszłości. Jestem absolwentką kierunku zarządzania, specjalizacja handel i marketing sportowy, a to jest przyszłość - podsumowała Wyciszkiewicz.