Jeśli chodzi o „Szakali” w świecie boksu, to bardziej znany jest z pewnością ten kubański, Guillermo Rigondeaux. Ale Irlandczyk z Belfastu, Carl Frampton, też może z dumą nosić ten przydomek. Jest przecież znakomitym pięściarzem, był mistrzem w wadze superkoguciej i piórkowej, teraz w tej wyższej kategorii do niego należy pas interim WBO po wygranej z Nonito Donaire w kwietniu tego roku.

 

W sobotę na Windsor Park, 31-letni Carl „The Jakal” Frampton, będzie miał za sobą pełne trybuny (25 tysięcy) piłkarskiego stadionu i myślę, że nie zawiedzie, choć jego rywal, dwa lata starszy mieszkaniec Tasmanii, Luke Jackson (16-0, 7 KO), nie ułatwi mu życia i zrobi wszystko, by zabrać mu ten tymczasowy pas WBO. Jackson był dobrym amatorem, olimpijczykiem z Londynu (2012) w wadze lekkiej (60 kg). Sukcesu tam nie odniósł, przegrał w 1/16 pierwszą walkę z Chińczykiem Liu Qiangiem (7:20) i odpadł z turnieju. Ale na zawodowych ringach radzi sobie zupełnie przyzwoicie, choć należy pamiętać, że na razie nie wychylał nosa poza Australię.

 

Walkę Framptona z Jacksonem obejrzy Josh Warrington (27-0, 6 KO), który będzie gościem i ekspertem telewizyjnym w jednej osobie. W maju tego roku pięściarz z Leeds wygrał dość nieoczekiwanie z Walijczykiem Lee Selbym (26-2, 9 KO) i zabrał mu pas. Jeśli Frampton pokona Australijczyka, co bardzo prawdopodobne, dojdzie do jego starcia z Warringtonem w Manchesterze, stąd między innymi obecność nowego mistrza IBF na Windsor Park w sobotę.

 

Promotor Frank Warren mógłby oczywiście zorganizować taką walkę z Belfaście lub Leeds, ale jak twierdzi, nie będzie problemów by ją sprzedać równie dobrze na neutralnym gruncie, stąd Manchester, gdzie też może liczyć na pełne trybuny 20 tysięcznego obiektu.
Ale najpierw Frampton musi wygrać z niepokonanym Jacksonem, który po raz pierwszy w karierze stoczy walkę poza Australią i nigdy jeszcze nie mierzył się z kimś takim jak Frampton. – On nie ma pojęcia na co się pisze. Ja na światowym poziomie walczę od dawna, on zetknie się z tym po raz pierwszy. I to w Belfaście, moim mieście – tak wyraził swoją opinię o sobotniej walce na Windsor Park Carl„Szakal” Frampton.

 

Irlandzki „Szakal” ma rację. Był mistrzem dwóch organizacji w wadze superkoguciej, pokonał Leo Santa Cruza w Nowym Jorku i odebrał mu pas WBA w wadze piórkowej, by w rewanżu, w Las Vegas, po równej walce go stracić. Ostatnia wygrana z Nonito Donaire tylko potwierdza, że wciąż reprezentuje wysoką klasę. A Luke Jackson? To wielka niewiadoma, zero po stronie porażek o niczym jeszcze nie świadczy. W sobotę zapewne doświadczy jej po raz pierwszy.

 

Przy ringu w Belfaście będzie też Deontay Wilder, a to dlatego, że prowadzone są zaawansowane negocjacje dotyczące jego walki z Tysonem Furym. Olbrzym z Wilmslow stoczy w sobotę pojedynek na Windsor Park z Francesco Pianetą, Niemcem włoskiego pochodzenia, byłym rywalem Alberta Sosnowskiego (Polak z nim zremisował).

 

Dla Tysona Fury'ego będzie to druga walka po długiej przerwie i licznych życiowych zakrętach, z których wychodzi na prostą. Pamiętamy olbrzymiego Irlandczyka jak wygrywał z Władimirem Kliczką i odbierał mu mistrzowskie pasy, a później je tracił bez walki.

 

Z Seferem Seferim wygrał bez problemów, wszystko wskazuje na to, że leworęcznego Pianetę pokona równie łatwo, choć to nie ułomek, mierzy przecież blisko dwa metry. Ale Fury jest nie tylko znacznie wyższy, cięższy, ale też szybszy.

 

Mariusz Wach, który sparował w tym roku z Tysonem mówił mi, że był zaskoczony jego mobilnością. - Trafić Fury’ego, to naprawdę duża sztuka. Wielkie chłopisko ze sporą nadwagą, a porusza się jak baletnica. A ręce ma ciężkie – opowiadał Wach.