Zdaniem Bosackiego, kłopotem polskich klubów jest nadmiar obcokrajowców. Te dysproporcje w stosunku do krajowych zawodników są zachwiane także w Lechu Poznań, którego jest wychowankiem. - Piłkarze zagraniczni niekoniecznie są lepsi od Polaków i nie zawsze podnoszą poziom. Patrząc na Lecha, zdarzało się, że w podstawowym składzie wychodziło trzech Polaków. To potem ma wpływ na to, jak klub funkcjonuje. Może inaczej na to patrzę, bo jestem z Poznania, byłem zawsze związany z Lechem, który miał tych poznaniaków w składzie. A dziś mi ich brakuje. A to właśnie ci piłkarze najbardziej utożsamiają się z tym klubem - powiedział były zawodnik m.in. Lecha i VfL Nuernberg.

 

Uczestnik mundialu w Niemczech (2006) uważa, że większość zagranicznych zawodników to po prostu "najemnicy". - Czy on gra w Lechu, czy w Legii Warszawa, czy w Piaście Gliwice, to nie ma dla niego większego znaczenia. Czasami może patrzy na rangę klubu. Jak odchodzi z tego klubu, to za bardzo nie płacze. Tak jak to miało miejsce w przypadku zawodników Lecha Kaspra Hamalainena czy Paulusa Arajuuriego, dla których nie było większego kłopotu z tym, by zmienić klub. Pamiętam, gdy byłem jeszcze zawodnikiem, przyjeżdżali do Poznania młodzi piłkarze z mniejszych miejscowości. Dla nich gra w Lechu była niesamowitym wydarzeniem, oni byli z tego dumni. Oczywiście, nie jest to jedyny powód tego, że tak szybko odpadamy z pucharów. Uważam jednak, że należy odważniej dawać szansę młodym Polakom, którym bardziej będzie zależeć, będą mogli się lepiej rozwijać i będą jakąś wartością dla swojego klubu - podkreślił.

 

20-krotny reprezentant kraju przyznał, że polskie zespoły nie tylko szybko pożegnały się z pucharami, ale nawet nie potrafiły nawiązać równorzędnej rywalizacji. - Najsmutniejsze jest to, że odpadamy z coraz słabszymi zespołami. W przeszłości, gdy odpadaliśmy z mocnymi drużynami, to zwykle po walce. Teraz przegraliśmy, niestety, wyraźnie - stwierdził.

 

Jak dodał, przyczyn niskiego poziomu polskiej piłki klubowej należy też szukać w szkoleniu. - Miałem okazję jakiś czas temu rozmawiać z trenerem młodzieżówki Czesławem Michniewiczem, który pod koniec poprzedniego sezonu odwiedził włoskie kluby. Spotykał się m.in. z Dawidem Kownackim i Karolem Linettym, którzy opowiadali, czego się jeszcze uczą. A uczą się tzw. cwaniactwa boiskowego, wybicia rywala z rytmu. Włoskie kluby szukają drobnych szczegółów, gdzie jeszcze można zyskać. A do tego taktyka, dużo rozwiązań różnych sytuacji boiskowych. Poświęcają na to mnóstwo czasu. Porównując z polską liga, to tu jest przepaść - podsumował Bosacki.