Jak można się domyśleć, transfer został przeprowadzony bez zgody Poyeta, któremu puściły nerwy z tego powodu. – Nie jestem z tego zadowolony. To jeden z moich najgorszych dni w klubie. To co zrobił klub, to wstyd. Zaznaczałem, że chcę zatrzymać tego zawodnika, żeby go nie sprzedawać, dopóki nie znajdziemy następcy. Zjawiłem się o 11:35 i Laborde był już w Montpellier. Nikt mi o tym nie powiedział – przyznał opiekun Żyrondystów.

 

Poyet pracuje w Bordeaux od stycznia tego roku. W poprzednim sezonie zajął z zespołem szóste miejsce w Ligue1. Teraz jego dalsza praca stoi pod dużym znakiem zapytania. – Muszę porozmawiać z moim agentem i wówczas podejmę decyzję. Nie wiem jak to się skończy. Czy mam ochotę dalej pracować? Nie. Klub dokonał transferu przeciwko mnie, wbrew woli piłkarzy oraz kibiców. Pragnę wyjaśnień od klubu, prezesa i włodarzy. Wtedy okaże się czy zostanę – stwierdził Poyet, który został następnie zwolniony za publiczną krytykę.

 

Warto podkreślić, że murem za swoim szkoleniowcem stanęło kilku zawodników, których odmówiło udziału w treningu. Nie wiadomo czy w tym gronie znalazł się Igor Lewczuk. Polski obrońca był podstawowym zawodnikiem pod wodzą Poyeta, toteż jego odejście nie będzie na rękę 33-latkowi.