Legia Warszawa zremisowała na wyjeździe z F91 Dudelange (2:2) i ostatecznie przekreśliła swoje szanse na awans do fazy play off Ligi Europy. Po meczu trener "Wojskowych" nie krył frustracji.

 

- Nie awansowaliśmy przez decyzję sędziego. Powinien podyktować ewidentny rzut karny. Wówczas wszystko było jeszcze możliwe. Tego awansu mogę pogratulować sędziemu. Walczyliśmy do końca, ale tego dnia sędzia był po stronie rywali - powiedział Sa Pinto.

 

- W przerwie chciałem sprawić, aby zawodnicy uwierzyli w siebie. Widziałem, że to, czego im potrzeba, to spokój i opanowanie. Zabrakło czasu, zarówno w meczu, jak i w ostatnich dniach. Wczoraj mieliśmy przedmeczowy trening o zupełnie innym charakterze. Dokonaliśmy kilku korekt, szczególnie w formacji obronnej. Lepiej operowaliśmy piłką i stworzyliśmy sobie okazje. Dodatkowo sędzia doliczył cztery minuty, a nie dotrwał nawet do ich końca - dodał.

 

- Znam dobrze tę drużynę, ponieważ w ubiegłym roku rywalizowałem z nią. Dudelange grało bez presji. Lubią grać w piłkę. Byli bardzo zmotywowani, aby nadal grać w eliminacjach Ligi Europy UEFA. Dla mnie to nie jest zaskoczenie, ponieważ oni mają dobrych zawodników z Niemiec czy Francji. Myślę jednak, że to nie oni wygrali. Sędzia nie pozwolił nam na to. Szkoda, że nie możemy rozegrać spotkania rewanżowego jeszcze raz - irytował się Portugalczyk.

 

- Nie wiem, ile potrzebuję czasu, aby Legia grała tak jak chcę. To zależy od wielu czynników, dlatego ciężko jest to określić. Pracując jednak i z piłkarzami, i z otoczeniem, potrzeba czasu, aby osiągnąć pułap, do którego zmierzamy. Moi piłkarze chcę, mają mentalność zwycięzcy. To się uda, potrzebujemy jednak czasu - zakończył.