Od czterech sezonów, kiedy to Kane wyrósł na najważniejszego napastnika Tottenhamu, a z czasem całej Premier League, znajdował się w czołówce klasyfikacji strzelców. Dwa razy kończył nawet na pierwszym miejscu, ale zawsze miał ten sam problem. A konkretnie sierpień. W tym miesiącu rozegrał 14 meczów, oddał mnóstwo strzałów, ale za każdym razem piłka nie wpadała do siatki.

Wydawało się, że klątwa będzie nadal aktualna, bo w sobotnim starciu z Fulham Kane ponownie miał gigantycznego pecha, jak choćby w sytuacji, kiedy z bliskiej odległości trafił w poprzeczkę. W końcu jednak mu się udało - w drugiej połowie Erik Lamela wyprowadził kontratak zakończony golem napastnika, który ładnie przełożył obrońcę i płaskim strzałem podwyższył wynik na 3:1.

To był jego 49 strzał w sierpniu! Po 17 godzinach i 45 minutach zła seria w końcu stała się historią...