Obydwa te spotkania zakończyły się remisem 1:1, ale nastroje wśród kibiców były odmienne. W Bolonii Polacy pokazali się z dobrej strony, a po występie we Wrocławiu trudno było doszukać się pozytywów.

- Mecz z Irlandią był takim poligonem doświadczalnym. Z Włochami zagraliśmy dobrą pierwszą połowę, a potem pozostał niedosyt, bo mogliśmy wygrać, a skończyło się tylko remisem. Z kolei przeciwko Irlandczykom trener chciał sprawdzić innych zawodników i teraz można powiedzieć, że niektórzy z nich w dalszej perspektywie mogą mieć problemy, aby w kadrze pozostać. Na pewno to spotkanie było cennym doświadczeniem. Każdy nowy selekcjoner musi to przejść. To jest normalne, że nie wszystko od początku się udaje i nie wszystko można od razu zaakceptować – twierdzi Koźmiński.

Wiceprezes ds. szkoleniowych PZPN nie kryje, że potyczka z Irlandią stała na kiepskim poziomie.

- Poziom walki na boisku był trochę przyjacielski. Graliśmy słabo, ze słabym przeciwnikiem, wyglądało to jak wyglądało i wszyscy to widzieli. Natomiast nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że któremuś zawodnikowi się nie chciało i brakowało mu ambicji. Trener wystawił eksperymentalny skład, wystąpiło kilku nowych piłkarzy, a większość z nich grała ze sobą po raz pierwszy. Nie szukam w tym usprawiedliwienia, ale ten czynnik przy stawianiu ocen też trzeba brać pod uwagę – zwraca uwagę srebrny medalista IO z Barcelony.

Według Koźmińskiego największym problemem w grze reprezentacji jest konstruowanie akcji ofensywnych w obocznych rejonach boiska.

- To nie jest jednak żadna nowość, bo byliśmy na to przygotowani – przypomniał.

W meczach z Włochami i Irlandią kilku piłkarzy zaliczyło debiuty w reprezentacji.

- Na pewno Arkadiusz Reca zrobił dobre wrażenie na wszystkich. Widać pewne elementy w jego grze, które muszą być poprawione, ale dajmy mu na to czas. Debiut Krzysztofa Piątka jest trudny do oceny. Mecz z Irlandią był ofensywnie bardzo ubogi, więc egzamin, który miał zdać, trzeba mu przełożyć na inną okazję. O innych debiutantach można zdecydowanie mniej powiedzieć, bo grali krócej. W spotkaniu z Włochami łatwiej było się pokazać, przeciwko Irlandii trudniej. Na pewno swój poważny akces do tej kadry zgłosił Mateusz Klich, który wprawdzie nie był debiutantem, ale nie grał w reprezentacji od czterech lat – zaznaczył wiceprezes PZPN.

Koźmiński podkreślił też, że trener Brzęczek nie musiał zaczynać budowy od zera, gdyż reprezentacja już od dłuższego czasu ma swój kręgosłup i solidna bazę, a zadaniem dla selekcjonera jest dodanie do niej kilku nowych zawodników.

- Liderów mamy tych samych, których mieliśmy i na pewno teraz nikt nowy nagle się nie pojawi, bo to jest nierealne. Trener ma materiał do przeanalizowania. Za trzy tygodnie będzie wysyłał kolejne powołania, a czekają nas dwa ciężkie mecze o punkty w Lidze Narodów z Włochami i Portugalią – stwierdził Koźmiński.