Zaciekle goniąca grupa zasadnicza, napędzana przez zawodników Bora-Hansgrohe, nie zdołała doścignąć uciekającej do końca dwójki kolarzy. Na ostatnich kilkuset metrach dynamiczny Sagan oderwał się od peletonu i w oczach zmniejszał dystans do finiszujących resztkami sił Belga Jelle Wallaysa (Lotto Soudal) i Norwega Svena Erika Bystroema (UAE Team Emirates). Nie zdążył. Przyjechał tuż za nimi, w tym samym czasie co zwycięzca Wallays.

- Jestem trochę zmęczony po dwóch wielkich tourach, ale dziś na płaskim etapie nastawiam się na wygraną. Mogę liczyć na pomoc grupy, czuję się lepiej niż na początku wyścigu, ale jeszcze nie tak jak podczas Tour de France – mówił Słowak przed startem w Ejea de los Caballeros.

Ostatecznie łowca etapowych zwycięstw piąty raz w tegorocznej imprezie wywalczył miejsce w pierwszej trójce, ale jeszcze nie wygrał. Najważniejszy wyścig czeka go jednak dopiero za kilkanaście dni – podczas mistrzostw świata w Innsbrucku.

W trakcie Vuelta a Espana Sagan korzysta z własnego campera. Pomalowany w szaro-zielone barwy pojazd marki Hymer, zarejestrowany w Księstwie Monako, wzbudza specjalne zainteresowanie kibiców. Parkuje zwykle przy autobusie grupy Bora-Hansgrohe.

Na samochodzie widnieje napis: „Peter Sagan bus camper” oraz adresy internetowych portali słowackiego kolarza. Jest też motto w języku angielskim: „Śmieją się ze mnie, bo jestem inny. Ja śmieję się z nich, bo oni wszyscy są tacy sami”.

Sagan jest kolarzem dowcipnym i ekstrawaganckim, jedynym w swoim rodzaju. Swoją wyjątkowość udowadniał już od wczesnych lat sportowej kariery, zdobywając medale mistrzostw świata w kolarstwie… górskim i przełajowym.

W jego szosowej odmianie jest jedną z największych gwiazd. Wystarczy wymienić niektóre tegoroczne sukcesy: wygrane trzy etapy i klasyfikacja punktowa Tour de France (szósty raz) czy triumf w klasykach Paryż – Roubaix i Gandawa – Wevelgem. Przede wszystkim jednak nikomu przed nim nie udało się trzy razy z rzędu zdobyć mistrzostwa świata w tak loteryjnej rywalizacji jak wyścig ze startu wspólnego.

W tym roku 28-letni kolarz z Żyliny jeszcze raz pociągnie los: stanie przed możliwością zdobycia czwartego kolejnego tytułu, co byłoby niebotycznym osiągnięciem. Zwłaszcza, że górska trasa zaplanowanego na 30 września wyścigu elity w Innsbrucku, najtrudniejsza od mistrzostw w kolumbijskiej Duitamie w 1995 roku, może być dla niego progiem nie do przeskoczenia.

Sagan przygotowuje się do MŚ startując w Hiszpanii. W Vuelcie wygrał wcześniej cztery etapy w 2011 i 2015, ale teraz ten sukces ucieka mu o sekundy. Był już trzeci w Alhaurin de la Torre i trzy razy drugi – w Pozo Alcon, Almaden i Fermoselle.

Zwykle kolarze-sprinterzy rezygnują z ostatniej fazy etapowych wyścigów z myślą o optymalnym przygotowaniu do jednodniowego wysiłku na mistrzostwach. Sagan zamierza dojechać w tym roku do mety w Madrycie.

Zapewnia o tym prowadzący stronę oficjalnego fan klubu kolarza Jakub, także mieszkaniec Żyliny, podążający za rodakiem trasą Vuelty.

- Peter pojedzie dwa górskie etapy w Andorze, by jeszcze lepiej przysposobić się do wysiłku na trasie wokół Innsbrucka. W Vuelcie nie szło mu na finiszach tak jak zwykle, ale przyjechał tu z innym planem – przygotować się do obrony tęczowej koszulki. Z dnia na dzień widać, że jedzie mu się lepiej – powiedział.

W piątek czeka kolarzy 19. etap, pierwszy z dwóch w Andorze, gdzie mają się rozstrzygnąć losy zwycięstwa w wyścigu, którego liderem pozostaje Brytyjczyk Simon Yates (Mitchelton-Scott) z 25-sekundową przewagą nad Hiszpanem Alejandro Valverde (Movistar). Na trasie długości 154,4 km, z Lleidy do Andora-Naturlandia ostatnie 20 km to wspinaczka na metę na wysokości 2025 m n.p.m.