Cieślak po wielu zawirowaniach w życiu prywatnym wrócił na ring. Wydawało się, że Sudas lepiej wszedł w walkę, częściej trafiał, był bardziej ruchliwy. Z czasem to jednak Polak przejął inicjatywę, wywierał presję na przeciwniku i, mimo widocznej przerwy mógł pierwszą rundę zapisać na plus. "Skorpion" zaczął coraz częściej trafiać, ale nadal wiele jego ciosów pruło powietrze. Cieślak mógł się jednak podobać, dobrze chował się za gardą, a kiedy trzeba było kontrował.

 

W trzeciej odsłonie obaj postanowili przyśpieszyć, więcej uderzeń, a co ważniejsze więcej celnych. Polak w dalszym ciągu przeważał. Nieco niższy "Skorpion" ładnie wchodził w półdystans, jego kondycja, jak na trzy lata absencji nie wyglądała najgorzej. Sudas w pewnym momencie zepchnął rywala do narożnika, ale nie potrafił wykorzystać chwilowej nieuwagi zawodnika z Polski. Cieślak zaznaczył przewagę mocnym lewym hakiem i zaliczył bardzo udany powrót. Sędziowie byli jednomyślni.

 

Krzysztof Cieślak (23-6, 7 KO) pokonał jednogłośną decyzją sędziów (40:36, 40:36, 39:37) Andreia Sudasa (8-23-1, 6 KO)