„Nie tylko walka była tak znakomita, jak sądziliśmy, ale Canelo, przy całej ciążącej na nim presji, pokazał walkę życia, unifikując mistrzostwo świata wagi średniej. Nieuczciwie krytykowany za nie walczenie w bardziej „meksykańskim” stylu w pierwszej walce, tym razem Canelo był przez całą walkę agresorem, zabierając inicjatywę „postrachowi ringów”, narzucając mu swój styl i kontrolując tempo walki. (...) Wielokrotnie brutalnie atakowany za dwa pozytywne testy antydopingowe, śladowe cześci clenbuterolu – rzecz powszechną w Meksyku, związaną z zanieczyszczeniem wołowiny - Canelo był poddany ponad dwudziestu testom przed drugą walką, przechodząc bezproblemowo każdy z nich. Miał na sobie presję milionów kibiców, ciążył na nim wynik punktowy ostatniej walki (z czym nie miał niczego wspólnego). Wychodził na ring do pojedynku, który według wielu „musiał wygrać”, Canelo dostarczył nam prawie perfekcyjną walkę. A MIMO TO...”


„To nie byłby boks, gdyby zaraz po walce, mistrzowie twitterowej klawiatury nie zalali nas kompletnym nonsensem w godzinach i dniach kiedy Canelo umacniał swoją pozycję jako jeden z największych w historii. Wielu mówiło mi, żebym ignorował hejterów, że tej wojny nigdy nie wygram. Ale nawet wiedząc, że wielu z nich nie przekonam, niech odpowiem na kilka absurdalnych komentarzy:


Golden Boy Promotions przepłaciło sędziów. Trójka sędziów była wybrana przez Komisję Sportową Stanu Newada. Po raz pierwszy od kiedy pamiętam, zarówno my, jak GGG Promotions miało prawo aprobowania grupy sędziów. A ci widzieli, to co wszyscy: wyrównana walkę.


Gołowkin zadał więcej ciosów, dlatego powinien wygrać. Jakby tylko to decydowało kto wygrywa, mielibyśmy do czynienia z zupełnie innym, znacznie mniej interesującym sportem. Precyzyjniejsze ciosy, kontrolowanie ringu, efektywna agresja oraz obrona to czynniki także decydujące o punktacji, przyznawaniu rund. Oczywiście, że jestem promotorem, ale w tych czterech elementach punktacji nie widzę, gdzie Gołowkin był lepszy.


Stwierdzenie Toma Loefflera, że nie wie czy GGG może wygrać walkę w Las Vegas. Być może Tom powiedział to, by Gołowkin lepiej się poczuł, ale to chyba dla mnie najbardziej rozczarowujący komentarz - bo Tom zna ten sport. Oczywiście, że GGG może wygrać w Las Vegas, ale 22 tysiące kibiców nie przyjdzie oglądać, jak GGG obija Dominica Wade, Willie Monroe Jr czy Vanesa Martirosjana. On musi mieć lepszego rywala, wznieść się na wyżyny swoich umiejętności by wygrać w świątyni boksu. (...) Każdy ma prawo do własnej opinii (zwłaszcza w boksie), ale doceńmy to, co pokazali nam w sobotę Canelo Alvarez i Giennadij Gołowkin. Oby takich walk było coraz więcej, dla dobra sportu, który tak bardzo kochamy”.