Jest dobrze, a teraz powinno być jeszcze lepiej, gdyż można odnieść nieodparte wrażenie, że w naszym zespole tkwią cały czas dość spore rezerwy i to na każdej pozycji, co pokazały mecze w grupie. Spotkań z Kubą, Portoryko i Finlandią nie ma co rozkładać na czynniki pierwsze, bo rywale byli po prostu bardzo słabi. Natomiast z meczów z silnymi i solidnymi Irańczykami czy Bułgarami można wyciągnąć kilka wniosków, w tym jeden zasadniczy - jest drużyna.

 

Obydwa mecze były na swój sposób do siebie podobne. Były momenty kapitalnej gry (pierwsze sety w obu meczach), ale zdarzały się też nieco słabsze - jak seria punktowa Irańczyków w trzecim secie, czy złapanie zadyszki w drugim secie meczu z Bułgarami, kiedy w trzecim ustawieniu straciliśmy aż pięć punktów z rzędu.


Cieszyć może fakt, że na boisku mamy siatkarzy, którzy w trudnych chwilach nie boją się podejmowania trudnych decyzji. Bardzo dobry turniej rozgrywa Fabian Drzyzga, który na rozegraniu stał się naturalną „jedynką”. Jest w formie, gołym okiem widać, że dobrze się czuje, a pokazują to choćby sytuacje z meczu z Bułgarią, kiedy kilkukrotnie zrobił „wiatrak” z bloku rywali, a rozegranie pierwszej piłki do ataku Michała Kubiaka z pewnością znajdzie się wśród najpiękniejszych akcji mundialu.


Drużyna, słowo klucz. Trener Vital Heynen nie raz udowadniał, że jego pojęcie siatkówki daleko wybiega poza wytarte schematy. Ale kiedy zaczęło się poważne granie na mistrzostwach skończyły się też żarty.


Drzyzga, Kubiak, Nowakowski, Kurek, Szalpuk, Bieniek, Zatorski - w takim ustawieniu rozpoczęliśmy mecz z Iranem. W składzie na mecz z Bułgarią zaszła jedna zmiana. Mateusza Bieńka zastąpił na środku Jakub Kochanowski, co było konsekwencją znakomitego wejścia młodego gracza na boisko podczas meczu z Bułgarią. Kochanowski oprócz tego, że jest bardzo mobilny w akcjach z pierwszego tempa ma jeszcze jedną ogromną zaletę - regularny serwis, którym w pojedynkę potrafi rozbić defensywę rywali.


Na razie dobrze uzupełniają się skrzydłowi. Pierwsze spotkania, to był popis Artura Szalpuka. W meczach z Iranem i Bułgarią grało mu się nieco trudniej, ale wtedy sprawy w swoje ręce wzięli koledzy z drużyny - Kubiak, który gra na równym wysokim poziomie i Bartosz Kurek, który z meczu na mecz coraz bardziej się rozkręca i to jest chyba najlepsza wiadomość przed spotkaniami w drugiej rundzie.


Walkę o awans do finałowej szóstki rozpoczynamy od starcia z Argentyną, która w pierwszej grupie eliminacyjnej zajęła czwarte miejsce ulegając w tabeli Włochom, Belgom i Słoweńcom. Do rywalizacji w drugiej rundzie Argentyńczycy przystępują z bilansem dwóch zwycięstw i trzech porażek, a to oznacza, że nie mają już żadnych szans na grę o medale. Nie znaczy to wcale, że można ich potraktować jakoś bardziej ulgowo, bo w podobnej sytuacji byli cztery lata temu na mistrzostwach w Polsce, i mimo faktu, iż żegnali się z turniejem, to jeszcze na koniec zamknęli drzwi w drodze po medal reprezentacji USA pokonując ją w bezpośrednim starciu w Bydgoszczy.


Kolejnym rywalem reprezentacji Polski będzie Francja, która zajęła dopiero trzecie miejsce w swojej grupie ulegając Brazylii i nieoczekiwanie Holandii. Bilans 3-2 nie daje zbyt dużego komfortu, tym bardziej, że na dzień dobry w drugiej rundzie przyjdzie im się zmierzyć z Serbią. Ewentualna porażka w tym meczu definitywnie przekreśli szanse Francuzów na awans do trzeciej rundy, co może mieć też duży wpływ na podejście do pozostałych spotkań.


Ostatnim przeciwnikiem naszej drużyny będą Serbowie z którymi mamy stare porachunki. Cztery lata temu to mecz z nimi rozpoczął naszą drogę po złoty medal mistrzostw świata. Dwa lata temu z kolei bardzo szybko ją zamknął podczas mistrzostw Europy. W drużynie rywali od tego czasu niewiele się zmieniło, nie zmieniły się też ambicje, a te były i są zawsze bardzo duże. Serbia przystępuje do rywalizacji o awans do szóstki z jedną porażką i czterema zwycięstwami. W grupie eliminacyjnej Serbowie pokonali m.in. Rosję i Australię, po tie-breaku ulegli reprezentacji USA.


Przed mundialem słyszeliśmy, że awans Polaków do finałowej szóstki spełniłby oczekiwania fachowców i komentatorów. I ten awans jest na wyciągnięcie ręki. Nieco inaczej wygląda sprawa z kibicami, którzy tłumnie przybyli do Warny i opanowali trybuny Pałacu Sportu. Tak też będzie podczas meczów drugiej rundy. - Czujemy się tu świetnie, bo tak naprawdę dzięki tym kibicom gramy u siebie - powiedział po meczu z Bułgarami Piotr Nowakowski. - Przypominają się te piękne chwile sprzed czterech lat.


Oj przypominają, przypominają...