Adam Łuczka: Jak oceniłby pan pierwszą fazę grupową w wykonaniu naszych siatkarzy?

Ireneusz Mazur: Myślę, że była ona nadzwyczaj udana. To, że do kolejnej fazy przechodzimy z kompletem punktów daje również bardzo duży komfort. Udało nam się wygrać wszystkie mecze, ale znacznie bardziej cieszy fakt, że zrobiliśmy to w dobrym stylu. Na pewno pomogło nam to, że na pierwszym etapie mieliśmy swoiste stopniowanie trudności - zaczęliśmy od słabszych drużyn jak Kuba, Portoryko, Finlandia, a dopiero później trafiliśmy na bardziej wymagających rywali w postaci Iranu i Bułgarii.

Kogo wskazałby pan jako filar układanki Vitala Heynena? Wydaje się, że duży pożytek mamy znowu z Bartosza Kurka i to na niego "idzie" bardzo wiele piłek.

To jest drużyna i nie powinno się rozróżniać w niej filarów czy gwiazd, szczególnie biorąc pod uwagę, że w siatkarskiej reprezentacji Polski każdy ma ściśle określoną specjalizację i wykonuje pewne zadania. Gloryfikowanie jednego zawodnika deprecjonowałoby pozycję innych, a tego się nie robi. Czasem nawet bez podziału ról siatkarze wykonują takie "jałowe" zadania, których pozornie nie widać, a ich realizacja w znacznym stopniu wpływa na końcowy sukces.

Co do siatkarzy pokroju Bartka Kurka czy Michała Kubiaka to na pewno drugi z nich pełni w kadrze rolę prawdziwego lidera i autorytetu. Nawet jeśli otrzymuje mniej piłek i nie gra tak widowiskowo, to jego rola jest niezmiennie taka sama.

Jeśli chodzi o Kurka, to jeszcze niedawno była przecież "bitwa narodowa" o to, czy powinien być w ogóle w reprezentacji czy nie. Warto podkreślić, że selekcjoner Heynen postawił na szali swój autorytet powołując Kurka jeszcze w momencie, gdy zdarzało mu się kończyć tylko dwie piłki w secie. To, że posiada niesamowite umiejętności udowadniał już wielokrotnie wcześniej, ale brakowało mu pewności siebie, którą zyskuje się poprzez grę. Po ostatnich meczach widać, że odzyskuje on właśnie wiarę w siebie i myślę, że dużą rolę odgrywa w tym wszystkim to, że trener Heynen wystawia go na pozycji atakującego. Nie jest może jeszcze zawodnikiem, który sam mógłby wygrać nam mecz, ale mistrzostwa nadal trwają i proces realizowania się poszczególnych zawodników będzie postępował.

Dobrze w turniej wszedł również jeden z najmłodszych siatkarzy - Jakub Kochanowski. W końcówce meczu z Iranem odwrócił rezultat za sprawą kapitalnej zagrywki. Z Bułgarami nie miał już takiej skuteczności, ale cały czas dawał o sobie znać za sprawą mocnych serwów.

Wiele się mówiło o tym, że trener Heynen zmienia skład, bo tak w istocie było. Często budował się on jednak wokół Kochanowskiego, ponieważ jest on bardzo wszechstronnym siatkarzem. Posiada bardzo dobrą zagrywkę, blok, wysoką skuteczność w ataku, "szybką rękę i nadgarstek" i już w tym momencie stanowi realne wzmocnienie reprezentacji. To wszystko świadczy o tym, że posiada olbrzymi talent.

Wspomniał pan, że selekcjoner Heynen rotuje składem. Niektórzy sądzą, że nawet za bardzo, a jego decyzje przeczą wszystkim zasadom siatkówki ostatnich 90 lat... Jak na razie wydaje się, że w tym szaleństwie jest metoda...

Szczerze mówiąc nie wiem czy - aż 90, bo tak długo nie żyję, ale wierzę panu na słowo... (śmiech). Heynen ma swoje niekonwencjonalne metody, ale muszę powiedzieć, że ujął mnie jedną rzeczą. Od początku postawił bowiem na młodych i nie było tylko czcze gadanie, jak dzieje się to w przypadku niektórych szkoleniowców.

Cała rzecz polegała na tym, że w ostatnim czasie trudno było w naszej reprezentacji wskazać jeden, żelazny skład, co niepokoiło niektórych ekspertów. Nie brnie w to jednak na ślepo, bowiem w ostatnich meczach zmiany były raczej kosmetyczne i gdy coś nie szło po jego myśli, to błyskawicznie wracał do sprawdzonego ustawienia. Mecz z Iranem rozpoczął przecież na parkiecie Mateusz Bieniek i dopiero później jego miejsce zajął Kochanowski.

Teraz czekają nas zmagania w drugiej fazie grupowej, w której spotkamy się z Argentyną, Francją i Serbią. Jaka przyszłość nas czeka?

Na pewno premiuje nas regulamin mistrzostw świata, dzięki któremu do następnej fazy przechodzimy z kompletem punktów. To, jakie wyniki w niej osiągniemy, jest już zupełnie inną kwestią, tym bardziej że natrafiliśmy na naprawdę silne ekipy. Francuzi to jedni z faworytów, choć noga powinęła im się z Brazylijczykami i Holendrami. Również Serbia i Argentyna potrafią bardzo dobrze grać w siatkówkę, więc musimy uważać na te reprezentacje. My wchodzimy jednak z pewną zaliczką, więc to pozostali muszą uważać na jakiekolwiek straty punktów.

 

W załączonym materiale wideo dyskusja Jerzego Mielewskiego, Marcina Lepy i Wojciecha Drzyzgi z ostatniego odcinka "Prawdy Siatki".