Powrót do piekła to nawiązanie do meczu fazy grupowej Ligi Mistrzów rozegranego pomiędzy Galatasarayem a Lokomotiwem 16 lat temu. Wówczas obie ekipy, podobnie jak teraz prowadzili Fatih Terim i Jurij Siomin. W 2002 roku piłkarze z Moskwy wygrali 2:1, przedłużając swoje szanse na wyjście z grupy kosztem gospodarzy. Wtedy fanatyczni kibice tureckiego zespołu zgotowali na starym stadionie Ali Sami Yen prawdziwe piekło.


Od 2011 roku ekipa Galaty rozgrywa swoje mecze na nowym stadionie, choć nadal funkcjonującym pod starą nazwą. Dla Siomina i Lokomotiwu mecz Ligi Mistrzów był pierwszym po piętnastoletniej przerwie. We wtorkowy wieczór historia miała zatoczyć koło, a powrót do Stambułu miał być udany.


Szkoleniowiec Lokomotiwu nie mógł skorzystać z usług dwóch, ale kluczowych piłkarzy. Na lewej obronie nie mógł zagrać Maciej Rybus, który zmaga się z zapaleniem ścięgna podkolanowego. W ataku nie mógł zagrać Fiodor Smołow, który był zawieszony za kartkę otrzymaną podczas gry w zespole FK Krasnodar. Za Rybusa na lewej obronie pojawił się Brian Idowu, dla którego był to absolutny debiut w Lokomotiwie. Nigeryjczyk przyszedł z Amkaru Perm, który wycofał się z ligi z powodu kłopotów finansowych. Jeszcze większym zaskoczeniem było wystawienie Benedikta Howedesa, który po przyjściu z Schalke zdążył rozegrać raptem 9 minut w wygranym meczu w Samarze. O ile obecność na boisku mistrza świata z 2014 roku nikogo nie dziwiła, to jednak pozycja na której występował już zdecydowanie była ogromnym zaskoczeniem. Niemiecki obrońca został ustawiony przez Siomina w… środku pomocy, obok Krychowiaka i kapitana Igora Denisowa. Ten manewr nie przyniósł zamierzonego efektu tym bardziej, że gospodarze bardzo szybko objęli prowadzenie. Na listę strzelców już w dziewiątej minucie wpisał się Garry Rodrigues.


Gospodarze zaczęli osiągać przewagę i pod bramką Guilherme robiło się gorąco. Najlepszą okazję strzelecką miał Serdar Aziz, ale posłał piłkę nad bramką. Goście nie potrafili znaleźć recepty na groźne ataki rywala na obu skrzydłach. Aktywni w tych akcjach byli obaj skrajni obrońcy: Nagatomo i Linnes. Siomin zdecydował się wycofać Howedesa do defensywy i już do końca meczu grać na trzech środkowych obrońców. To było kolejne zaskoczenie, gdyż na wiosnę poprzedniego sezonu Lokomotiw wrócił do ustawienia z czwórką obrońców i tak też gra w obecnych rozgrywkach. Z przodu też nie było lepiej. Ustawiony za Smołowa na szpicy Jefferson Farfan nie radził sobie kompletnie, przy tym często schodząc na prawe skrzydło. Mało kreatywny był Manuel Fernandes, a Aleksiej Mirańczuk popełniał wiele błędów. W pewnym momencie najbardziej wysuniętym zawodnikiem Lokomotiwu był rozgrywający swój trzynasty mecz w Lidze Mistrzów Krychowiak. Przed przerwą najbliższy wyrównania był obrońca Solomon Kwerkwelija, którego strzał po przytomnym podaniu Igoru Denisowa w ostatniej chwili zablokował Ryan Donk.


Po zmianie stron Lokomotiw zagrał odważniej czego efektem był strzał zza pola karnego Aleksiej Mirańczuka. Fernando Muslera popisał się udaną interwencją. Potem do głosu ponownie doszli gospodarze wśród których pry wiedli Rodrigues i Emre Akbaba. W 67. minucie gospodarze prowadzili już 2:0. Rzut wolny idealnie wykonał mało widoczny w tym meczu Eren Derdiyok i Guilherme skapitulował. Bramkarz Lokomotiwu źle ustawił mur, a dodatkowo znakomitą pracę wykonał stojący w nim Younes Belhanda, którego występ w tym meczu stał pod dużym znakiem zapytania. Trener Lokomotiwu starał się coś zmienić w grze jego zespołu, ale zmiany przez niego dokonane były kompletnie nietrafione. Na boisku wreszcie pojawił się nominalny napastnik Eder. Portugalczyk zastąpił kreatywnego obrońcę Władysława Ignatiewa, a na boisku dalej pozostali trzej środkowi obrońcy. Miejsce Ignatiewa na boku obrony zajął Howedes. Druga zmiana też nie wzmocniła siły rażenia gości, bo Aleksiej Mirańczuka zmienił jego brat bliźniak, Anton.


Zupełnie inaczej reagował Fatih Terim. Przy stanie 2:0 za Belhande wpuścił do gry kolejnego środkowego obrońcę Maicona. Później na boisku pojawili się Henry Onyekuru i doświadczony Selcuk Inan. W samej końcówce u gości zapaliła się iskierka nadziei, bo czerwoną kartkę zobaczył Badou Ndiaye. Gospodarze grając w osłabieniu, już w doliczonym czasie gry wyprowadzili kontrę po której Akbaba został w polu karnym sfaulowany przez Guilherme. Sędzia Gianluca Rocchi podyktował rzut karny, a pewnym wykonawcą jedenastki okazał się Selcuk Inan, który ustalił wynik meczu.


Występ Krychowiaka na tle kolegów z zespołu był lepiej niż przyzwoity. Polak był aktywny, szukał gry i nie unikał walki. Starał się kreować grę, ale brakowało mu wsparcie ze strony ofensywnych kolegów z zespołu. Słaby mecz rozegrał Manuel Fernandes, który nie potrafił uporządkować gry w drugiej linii, a drużynie nie potrafił dać jakości przy rozgrywaniu akcji i kontrataków. Największym problemem Lokomotiwu była jednak zdecydowanie źle dobrana taktyka na to spotkanie przez ich szkoleniowca.