Przed rozpoczęciem gry otrzymali oni od wiceprezesa Cracovii Jakuba Tabisza i trenera Rudolfa Rohacka pamiątkowe koszulki oraz dyplomy, a kibice skandowali ich nazwiska.

Radziszewski i Słaboń hokeistami Cracovii zostali w 2004 roku i aż siedmiokrotnie znacząco przyczyniali się do wywalczenia tytułu mistrza Polski. Ponadto wywalczyli dwa srebrne i dwa brązowe medale, dwukrotnie sięgali po Puchar Polski i trzykrotnie po Superpuchar. Radziszewski reprezentował klub w 625 spotkaniach, a Słaboń w 681, w których zdobył 238 bramek i zaliczył 366 asyst, co łącznie dało mu 604 punkty w klasyfikacji kanadyjskiej.

Z obydwoma zawodnikami Cracovia postanowiła się rozstać po zakończeniu poprzedniego sezonu. W obecnym grają w Zagłębiu Sosnowiec.

W piątkowym spotkaniu Cracovia okazała się lepsza i wygrała 4:1.

- Spokojnie podszedłem do tego meczu, kiedyś musiał nastąpić mój kres gry w Cracovii. Teraz staram się pomóc swoim doświadczeniem Zagłębiu. Gramy o inne cele, ale musimy walczyć. Spędziliśmy w Krakowie kawał czasu, bo prawie piętnaście lat, świętowaliśmy siedem tytułów, było trochę sukcesów. Pozostały miłe wspomnienia – przyznał Słaboń, który przy jedynym golu dla Zagłębia zaliczył asystę.

Radziszewski nie krył, że trochę dziwnie się czuł nie broniąc tym razem bramki Cracovii.

- Spędziłem tutaj prawie pół życia, ale sport jest taki, że wróciłem teraz do Sosnowca, do klubu którego jestem wychowankiem i staram się pomagać Zagłębiu. Byliśmy bardzo zmotywowani, aby pokazać się z jak najlepszej strony. Przez dwie tercje się udawało, ale w trzeciej opadliśmy z sił, bo łapaliśmy za dużo kar – podsumował Radziszewski.