Szymon Kołecki z wieloma siatkarzami kadry zna się jeszcze z czasów, gdy był aktywnym ciężarowcem. Z Biało-Czerwonymi startował choćby na igrzyskach olimpijskich w Pekinie. Ale to była inna, starsza kadra. Decyzję, by wesprzeć tę, prowadzoną przez Vitala Heynena podjął w kilka minut… śledząc w Polsacie mecze pierwszej fazy turnieju. Starcie z Serbią oglądał już z trybun hali w Turynie.

 

Mistrz olimpijski z Pekinu, wicemistrz z Sydney, dziś niepokonany zawodnik MMA – Szymon Kołecki był jednym z wielu polskich kibiców, którzy wspierali biało-czerwonych podczas meczu z Serbami. Włoska telewizja wychwyciła go na trybunach podczas hymnu. Realizatorzy w pierwszej chwili chyba nie zorientowali się kogo pokazują, ale dość szybko musieli dostać informację, kim jest postawny brunet z blondynką u boku. Bo w czasie Mazurka Dąbrowskiego jeszcze raz wrócili do pokazywania naszego wybitnego sztangisty.

 

- Decyzja o tym, by polecieć do Włoch była bardzo spontaniczna. Oglądaliśmy z żoną mecze pierwszej fazy. Spodobało jej się. Wstyd się przyznać, ale ja do tej pory nigdy nie byłem spotkaniu Biało-Czerwonych, choć wielu siatkarzy świetnie znam. Spotykaliśmy się choćby w Spale podczas obozów. Ale na mecz jakoś nie udało mi się nigdy dotrzeć. Dlatego teraz postanowiłem sprawdzić, czy nie da się polecieć do Włoch. Udało się kupić wejściówki na mecz oraz bilety lotnicze, więc jesteśmy – opowiada nam Kołecki.

 

- Atmosfera w hali w Turynie była genialna. Zdarłem gardło. Szkoda, że nie mogę zostać na mecz z Włochami, ale miałem tylko dwa dni wolnego. Mogłem przylecieć w środę i wracać w piątek. Wiedziałem więc, że obejrzę choć jeden mecz Polaków, bo bilety kupowałem, gdy nie było jeszcze wiadomo, kiedy zagramy. W środę przyglądałem się starciom Brazylii z Rosją, a w czwartek obejrzałem dwa mecze – także ten pierwszy USA – Rosja. Spotkałem się z Łukaszem Kadziewiczem, ale do naszych chłopaków z kadry się nie pchałem. To już nie moje pokolenie -  śmieje się Kołecki.

 

-  Co dalej? Poziom jest bardzo wyrównany. A to oznacza, że możemy wygrać z każdym. Przegrać oczywiście też, ale jestem pewien, że do pierwszej czwórki na pewno awansujemy, a to oznacza walkę o medal. Wierzę, że to realny scenariusz. Wracam do Polski i będę kibicował chłopakom przed telewizorem – kończy Szymon Kołecki.

 

W załączonym materiale wideo rozmowa Marcina Lepy przeprowadzona jeszcze w trakcie trwania meczu.