Marcin Lepa: Czuje pan, że jest trenerem mistrzów świata?
 
Vital Heynen: Przede wszystkim czuję wielką radość ludzi w Polsce, to jest naprawdę bardzo miłe. Wszędzie, gdzie się pojawię uśmiechają się do mnie, chcą ze mną rozmawiać. Niektórzy mówili, że ze szczęścia płakali. Jestem jednym z tych, którzy dali ludziom te ogromną radość. I to jest .
 
Jesteście już jak Rolling Stones? Raul Lozano po zdobyciu srebrnego medalu MŚ mówił, że "staliśmy się Rolling Stonesami". To coś niewiarygodnego. W Polsce gdy wygrywasz, gdy stajesz się zwycięzcą, nagle wszyscy Cię znają. 
 
Myślę, że to prawda. Teraz rzeczywiście wszyscy mnie znają. Zdarzają się dziwne sytuację, bo czasem komuś nie odpowiem na jego "dzień dobry". Ale to, że mnie znają, jest naprawdę wspaniałe. Dzisiaj w siedzibie związku mówiłem, że zasłużyliście na to, by wygrywać. Zasłużyliście, bo Polska to najbardziej niewiarygodny, siatkarski kraj.
 
Kiedy przyszedł ten moment, w którym pomyślał Pan, że możecie wygrać te mistrzostwa ?
 
Dosyć późno. W środę wieczorem poszedłem na mecz Włochy - Serbia. I widziałem, jak łatwo Serbia Włochów ograła. W czwartek rano powiedziałem swoim zawodnikom: panowie, mamy problem. Bo nie widzę tu zespołów, które mogą nam zagrozić. Tylko Amerykanie prezentują nasz poziom i trudno powiedzieć kto wygra bezpośredni mecz. Od pozostałych drużyn jesteśmy lepsi. To powiedziałem zawodnikom w czwartek rano. To był ten dzień, kiedy wyobraziłem sobie, że mamy tu więcej do zrobienia niż tylko awans do czołowej szóstki.    
 
Co było kluczem do sukcesu?
 
Po ten klucz trzeba było wejść na stronę internetową volleyball.it. Tam znaleźć artykuł Mauro Berruto, byłego trenera Włochów. W nim wyjaśniał dlaczego jesteśmy drużyną, która się odrodziła. On nawet oglądając mecze w telewizji rozumiał, że nie indywidualności wygrywają mistrzostwa, że mistrzostwo zdobywa zespół. I myślę, że największym krokiem, jaki zrobiliśmy było włączenie wcześniej rezerwowych graczy do czternastoosobowej grupy ludzi, którzy oddadzą za siebie życie. Taki przykład. Damian Wojtaszek codziennie nosił jedzenie Kubiakowi, gdy ten był chory. To było naprawdę wspaniałe patrzeć, jak w tej grupie jeden o drugiego dba.
 
Czy ta grupa to rzeczywiście "wspaniała czternastka", czy czuje pan, że jest kilku szczególnie ważnych, niezastąpionych graczy?
 
To jest to spójna czternastka. To ci, których wybrałem i z nimi pracowałem od pierwszego dnia przygotowań do mistrzostw. Jeżeli w przyszłym roku w tę grupę wstawimy dwóch innych siatkarzy, całą robotę trzeba będzie zacząć od nowa. Oczywiście jest większa liczba dobrych zawodników, ale ten złoty medal wywalczyło czternastu wybrańców. I każdy z tych czternastu jest tak samo ważny. I wspominając mistrzostwa wiem, że nikt mnie nie rozczarował, jeśli chodzi o bycie członkiem zespołu. To było bardzo ważne. Nikt się nie gniewał, nikt nie narzekał. Nawet w trudnych sytuacjach pozostawaliśmy zespołem. A zdarzają się przecież różne rzeczy. Podczas tak długiego turnieju utrzymanie dobrej atmosfery jest trudne.     
 
Chciałem zapytać o Pana doświadczenia. Czym różnił się ten turniej od tego sprzed czterech lat?
 
Cztery lata temu z reprezentacją Niemiec chcieliśmy po prostu zdobyć medal. I zdobyliśmy. Tym razem punkt wyjścia był zupełnie inny. Bylibyśmy zadowoleni z awansu do najlepszej szóstki, chcieliśmy sprawdzić, jak dobrą drużyną jesteśmy. Czy stać nas na walkę z najlepszymi zespołami świata. Okazało się, że stać, że potrafimy. Oczywiście, chcieliśmy być na podium, ale nie było tak, że brak medalu byłby wielkim rozczarowaniem. A gdy byliśmy już w szóstce, drużyna zaczęła rosnąć w siłę. To było dziwne i niesamowite uczucie. Jeszcze nigdy nie widziałem byśmy grali tak doskonale, jak w tych czterech ostatnich meczach.                
  
Co sprawiło, że po dwóch porażkach, z Argentyna i Francją, drużyna zaczęła grać, chyba najlepszą siatkówkę na tym turnieju.  
 
Uczciwie powiem, że wcale nie chodzi o to, że do zdrowia wrócił Kubiak. Musieliśmy zrozumieć, że jeżeli będziemy grać swoją siatkówkę, będziemy coraz lepsi. Cóż, innym zespołom nie wszystko poszło zgodnie z planem. Mecze z Francją zawsze były dla nas bardzo, bardzo trudne. Ale to oni odpadli. To samo z Rosją, niesamowitą drużyną, która chyba nie chciała na nas trafić. Damian Wojtaszek często powtarza moje słowa: bądź sprytny. I my byliśmy bardzo sprytni.
 
Pan musi być teraz wyjątkowo sprytny, bo kolejny rok będzie dla Pana wyjątkowo trudny. Znów pojawi się więcej graczy, spośród których trzeba będzie wybrać czternastkę. Nie tylko taką podstawową, jak na mistrzostwa, ale taką, która będzie tworzyć nową historię. 
 
Nie widzę problemu, ja widzę nowe możliwości. Mam czternastu graczy z tego roku. Wszyscy chcą grać. Wspaniale. Teraz na każdą pozycję może dołączy jeden, dwóch, nawet trzech zawodników. Będę miał grupę 20, nawet 25 siatkarzy. Oni będą drużyną narodową. To wielki plus, jak się ma wielki wybór. Nie będziemy uzależnieni od tego, że ktoś złapał kontuzję, wręcz przeciwnie, kolejny zawodnik dostanie szansę. Myślę, że przyszłość polskiej siatkówki wygląda bardzo dobrze. A dla trenera to bardzo interesujące mieć tylu dobrych graczy. Gdyby ich nie było, to dopiero byłoby wyzwanie. Choć ta sytuacja jest wyzwaniem, bo mówi się, że polska drużyna po doskonałym roku ma rok bardzo zły. Ja jednak w to nie wierzę, my dopiero zaczęliśmy. Chciałbym wszystkich w Polsce przekonać, nie drużynę, ale was i kibiców, że  reprezentacja będzie grać jeszcze lepiej niż w tym roku.            
 
Zawsze powtarza Pan, że prowadzone przez Pana drużyny grają lepiej w drugim, a nawet trzecim roku wspólnej pracy. Czy rzeczywiście Polacy mogą być jeszcze silniejsi?
 
Oczywiście. Jestem pewny. Cały czas analizuję to, czego dokonaliśmy. Być może w kolejnym finale Bartek Kurek nie zagra na 70 procent skuteczności, ale niech jeden zawodnik zagra na 65 procent, też będę szczęśliwy. Jednak jako zespół będziemy się rozwijać, powtarzam, my dopiero wystartowaliśmy. Jestem o tym przekonany przekonany. Przez pięć miesięcy powtarzam, że najważniejsze dla polskiej siatkówki jest podejście graczy. Oni naprawdę chcą pracować. To jak Artur Szalpuk pracuje na treningu, jest niesamowite. Ten chłopak codziennie prosił o dodatkowe ćwiczenia, każdego dnia chciał więcej. I oczywiście jestem szczęśliwy, że gra tak dobrze, bo on na to zasłużył. 
 
Jakie jest Pana najpiękniejsze wspomnienie z tych mistrzostw świata?
 
Uff, to bardzo trudne. Oczywiście pierwsze minuty w szatni po każdym meczu. Kiedy siadasz z drużyną i współpracownikami, kiedy masz to uczycie, że coś należy tylko do nas. To wspaniałe. Siadamy i mówimy sobie: łał, czegoś dokonaliśmy! To taki tylko nasz świat i te momenty zawsze są piękne.  
 
Czy jest coś, czego oczekuje Pan od kibiców, dziennikarzy, tych wszystkich, których zajmuje polska siatkówka?                  
 
Ja od nich niczego nie chcę, to ja chcę im dać jeszcze więcej. Jestem szczęśliwy, że już w tym roku coś od nas dostali. Nie było też tak źle podczas przygotowań. W sierpniu przegraliśmy chyba tylko jeden mecz na swoim parkiecie. Ten, przed którym obiecałem, że jeśli wygramy, postawię 11 tysięcy piw (starcie z Niemcami w Lidze Narodów - przyp. red). W sumie dzięki zawodnikom zaoszczędziłem sporo pieniędzy. Chciałbym więc wszystkim tym ludziom, którzy przychodzą nas oglądać, dać coś wyjątkowego. Niedawno graliśmy w Szczecinie, wspierało nas mnóstwo ludzi. Chciałbym im podziękować i mam nadzieję, że w przyszłym roku dam im coś wyjątkowego.   
      
A Panu kibice chętnie postawią duże piwo
 
O nie, gdyby wszyscy mi postawili.... Ja jestem pijany po dwóch piwach, pomyślcie o tym!