W środę rozpoczęła się skoordynowana operacja policyjna w siedmiu krajach (Belgia, Francja, Luksemburg, Cypr, Czarnogóra, Serbia i Macedonia), w czasie której dokonano 57 rewizji, zarekwirowano dokumenty i aktywa, zablokowano niektóre konta bankowe. Podejrzenia dotyczą dziewięciu belgijskich klubów.

 

W czwartek prokuratura poinformowała, że zatrzymanych zostało łącznie 28 osób, a 22 mogą w piątek usłyszeć formalne zarzuty.

 

Wśród nich są m.in. Leko, były dyrektor generalny Anderlechtu Herman Van Holsbeeck, a także Mogi Bayat, który przedstawiany jest w mediach jako agent najlepszych piłkarzy grających w Belgii, a przez wiele lat miał być związany z Anderlechtem. Mocno zaangażowanym w nielegalne działania miał być też Dejan Veljkovic, określany jako drugi - obok Bayata - najbardziej wpływowy menedżer w belgijskim futbolu.

 

Leko był w środę przesłuchiwany, a następnie spędził noc w areszcie. Nie zdecydowano jeszcze, czy do czasu wyjaśnienia sprawy szkoleniowiec pozostanie na wolności, czy też zostanie jej pozbawiony.

 

Według prokuratury "ofiarą" ustawiania wyników meczów mogła paść drużyna KV Mechelen, która w zeszłym sezonie opuściła belgijską ekstraklasę.

 

Śledztwo, prowadzone od roku przez belgijską prokuraturę, dotyczy domniemanych oszustw przy transferach i pensjach wypłacanych zawodnikom, ale także ustawianych wyników meczów.

 

Informacje na ten temat dominują w belgijskich mediach, które wyrażają zdumienie rozmiarem skandalu. "To katastrofa dla naszego sportu" - napisał w czwartek dziennik "Het Nieuswblad", a akcję policji gazeta "Le Soir" określiła jako "wyjątkową i bezprecedensową" i oceniła, że z wiadomości, które wyszły na światło dzienne wynika, że "jedyną zasadą w belgijskim futbolu jest brak zasad".

 

W lipcu drużyna narodowa Belgii zajęła trzecie miejsce w mistrzostwach świata w Rosji, co jest największym sukcesem w historii.