Ta ostatnia uwaga akurat nie dotyczy Jakuba Błaszczykowskiego. On jako jeden z nielicznych, podobnie zresztą jak Kamil Grosicki, wyszli na delikatny plus w spotkaniu z Portugalią. Pierwszy z nich strzelił efektownego gola, drugi wypracował bramkową akcję (pomijają wątpliwości, czy piłka opuściła boisko). Wspominam o nich, bo gra bez skrzydeł jest zupełnie wbrew naszej stylistyce. Reprezentacja Polski w ostatnich okresach swojej świetności, a za taki należy pojmować czas Adama Nawałki, opierała się właśnie na akcjach flankami. Szybcy skrzydłowi robili różnicę, padło w ten sposób wiele goli. Dlaczego więc Brzęczek aż tak zaeksperymentował? Jeśli dlatego, że nie ma horyzoncie następców będących już za szczytem swoich możliwości Błaszczykowskiego i Grosickiego, można to zrozumieć. Jeśli dlatego, że dostrzegł u pozostałych potencjał gry środkiem, szybko przekonał się, że nie ma to najmniejszego sensu.

 

Nie ma właściwie piłkarza, o którym można by powiedzieć, że w meczu z Portugalią był nad kreską. A już na pewno nie ci, którzy wyszli w podstawowym składzie. Wprawdzie Krzysztof Piątek strzelił gola, ale ani on, ani Robert Lewandowski nawet nie dostali od kolegów szansy, by sprawdzić, czy stanowią dla kadry duet optymalny. W środku brakowało odpowiedzialnego za grę. Niby był nim Piotr Zieliński, ale nie stanowił różnicy, Mateusz Klich przeszedł przez mecz w najmniej zauważony sposób, a Grzegorz Krychowiak i Rafał Kurzawa byli powodem niemal wszystkiego złego, z czego obficie korzystali Portugalczycy. Niewiele odbiorów, niedokładne krycie, brak chęci zaatakowania rywala z piłką to ich naczelne błędy, a dla Portugalczyków inspiracja, by się rozpędzać, wchodzić w pojedynki, mijać Polaków, robić przewagę. Gdyby nie asysta Kurzawy przy golu Piątka, można by go uznać za antybohatera tego spotkania.

 

I tu trener Brzęczek ma jak na tacy kolejny wniosek – piłkarz bez minut w klubie, to na poziomie reprezentacji mało przydatny piłkarz. Kurzawa gra w Amiens niewiele, 189 minut na dziewięć meczów, jakie rozegrał jego zespół, to tyle co nic. Już pod koniec pierwszej połowy miał problem z wchodzącymi na przebój Joao Cancelo i Bernardo Silvą, później było już tylko gorzej. Kurzawa właściwie pozwalał na wszystkie dośrodkowania, minąć go również nie było trudną sztuką.

 

Najważniejszy chyba wniosek dla selekcjonera to ten dotyczący ustawienia. Trener Nawałka, by przekonać się o zgubnym wpływie swoich eksperymentów, potrzebował całego spotkania na mundialu z Senegalem, który w praktyce zaważył o nieudanym mundialu. Trenerowi Brzęczkowi polski zespół przez 63 minuty starcia z Portugalczykami pokazywał, że to mu nie służy. Ligi Narodów z powodów prestiżowych i stricte szkoleniowych (spadek oznacza słabszych rywali) nie należy lekceważyć, ale strata punktów z Portugalczykami nie jest aż tak dotkliwa. Nie jest, bo rywal powinien w czwartek w Chorzowie wygrać wiele wyżej niż jednym golem, a my byliśmy po prostu słabsi. Obyśmy po tym meczu byli wiele mądrzejsi.