Sprawa traktowania dzieci od podawania piłek jest szeroko komentowana od kilkunastu dni po incydencie z udziałem Fernando Verdasco. Puściły mu nerwy podczas meczu w Szanghaju i zrugał chłopca za to, że ten miał zbyt długo zwlekać z podaniem mu ręcznika, choć minęło tylko kilka sekund. Skrytykowana została także niedawno Aryna Sabalenka. Białorusinka z kolei w Pekinie potrząsnęła wymownie pustą butelką po wodzie w kierunku jednego z chłopców, a następnie cisnęła nią o kort.

 

Na temat traktowania dzieci pomagających przy meczach wypowiedział się m.in. Roger Federer, który w dzieciństwie sam udzielał się w ten sposób przy turniejach. Słynny Szwajcar zaznaczył, że zawodnicy powinni szanować dzieci, które pracują przy imprezach tenisowych bezpłatnie jako wolontariusze.

 

Desmond podczas spotkania z dziennikarzami w Londynie zaznaczył, że organizatorzy Wimbledonu wymagają wzajemnego szacunku od wszystkich osób, które mają coś wspólnego z turniejem - od zawodników po osoby sprzątające.

 

"Są pewne zasady etyczne na Wimbledonie i jedną z nich jest okazywanie sobie nawzajem szacunku. Krzyczenie na chłopca lub dziewczynkę od podawania piłek za to, że nie podali ręcznika...zawodnicy dobrze wiedzą, czego od nich oczekujemy, a czego nie. Wimbledon nie boi się karać tenisistów" - zapewnił dyrektor ds. reklamy wielkoszlemowych zmagań na kortach trawiastych.

 

Jak dodał jednak, organizatorzy Wimbledonu nie rozważają, by zrezygnować z tradycji podawania ręczników przez dzieci na rzecz zasady, by zawodnicy sami sobie z tym radzili, choć w środowisku tenisowym pojawiły się takie propozycje.

 

- Nigdy nie mów nigdy, ale myślę, że obecne rozwiązanie ma sens, bo pozwala zachować tempo meczu - argumentował Desmond.