Maciej Turski: Długo zastanawiałeś się nad rewanżowym pojedynkiem? Już po pierwszej walce z Tomaszem Narkunem zabiegałeś o starcie numer dwa, ale jak wyglądało to od formalnej strony.

Mamed Khalidov: Patrząc na wszystkie argumenty to od początku warto było zrobić tę walkę i wszyscy tej konfrontacji chcieli. Po zakończeniu pierwszej walki od razu wysłałem taką wiadomość w kierunki właścicieli KSW. Dla mnie liczyło się tylko to starcie. Inne walki mnie nie interesowały. Podczas każdej rozmowy mówiłem tylko: "Narkun", "Tomek", Żyrafa". Tylko to się liczyło. Tomek też to zrozumiał i zaakceptował ten pojedynek.

Oczekiwania są takie same jak w przypadku Waszej pierwszej konfrontacji. Często bywa tak, że w takich wypadkach często nie znajduje to odzwierciedlenia w trakcie walki. Sporo respektu, lepsze rozeznanie, więcej szachowania... Jak widzisz ten rewanżowy pojedynek?

Mam szacunek do Tomka, zresztą jak zawsze. Zostawmy jednak respekt poza klatką. Ja wchodzę tym razem do klatki, aby naprawdę się bić. Nie będzie z mojej strony szachowania. Nie będziemy przybijać sobie piątek. Zostawmy to z boku.

Nie obawiasz się, że przebieg pierwszej walki spowoduje, że Tomek będzie bardziej asekuracyjny?

Mam nadzieję, że tak nie będzie. Liczę, że nie będzie asekuracyjny. Zróbmy to, po prostu walczmy. Nie widzę sensu w takiej postawie. Ja chcę się bić.

Nie brakuje Ci trochę pasów?

Ostatnie moje walki były z mistrzami. Biłem się z Borysem Mańkowskim, z Michałem Materlą i ostatnio walczyłem z mistrzem kategorii półciężkiej, z którym przegrałem. Dla mnie liczy się przede wszystkim wyzwanie i to z najwyższej półki. Nie walczę o pasy, ale mierzę się z zawodnikami na mistrzowskim poziomie. Czego chcieć więcej? Zawsze chcę się mierzyć z najlepszymi.

Oczywiście chodziło o pas w postaci materialnej...

Pas jest ważny i ma znaczenie. Byłem mistrzem i na rzecz tego wyzwania zrzekłem się tytułu kategorii średniej. Nigdy jednak nie powiedziałem, że tam nie wrócę.

Fragment rozmowy z Mamedem Khalidovem w załączonym materiale wideo!